Gatunek symulatorów potrafi być onieśmielający. Często takie gry są tak skomplikowane, że bardziej przypominają pracę niż zabawę. Oczywiście trochę przesadzam, ale jest coś magicznego w tym, jak do tematu podchodzą twórcy z Two Point Studios. Zamiast iść na łatwiznę i wypuszczać nieskończoną ilość płatnych dodatków, jak robi to wiele studiów pokroju Kalypso Media, brytyjski zespół szuka nowych źródeł inspiracji. Two Point Museum to już ich trzecia gra. Biorąc pod uwagę, że Two Point Campus miało premierę zaledwie dwa lata temu, ich tempo pracy naprawdę imponuje. Tylko czy nie pospieszyli się za bardzo?
Już po pierwszych minutach w Two Point Museum przypomniałem sobie, dlaczego spędziłem tyle godzin przy Two Point Hospital. Połączenie absurdalnego brytyjskiego humoru i karykaturalnych animacji od razu przywodzi na myśl jeden z moich ulubionych projektów animowanych – „Wallace i Gromit”. Wydaje się, że twórcy rzeczywiście czerpali inspirację z tego i innych dzieł Aardman Studios.
Porównywanie trzech gier studia mogłoby trwać w nieskończoność, bo wszystkie są do siebie podobne. Koncepcja serii się nie zmienia: tworzyć symulatory, które są proste do zrozumienia, ale nie płytkie. Z różnym skutkiem – Two Point Hospital było bliskie ideału, ale Two Point Campus stało się aż nazbyt lekkie. Nowa odsłona łączy najlepsze cechy poprzedników, dzięki czemu mamy do czynienia z najbardziej dopracowaną grą studia.
Przeczytaj także: Recenzja Lost Records: Bloom & Rage — Twórcy Life is Strange próbują się przebić (nieudanie)
Już po pierwszych minutach w Two Point Museum przypomniałem sobie, dlaczego spędziłem tyle godzin przy Two Point Hospital. Połączenie absurdalnego brytyjskiego humoru i karykaturalnych animacji od razu przywodzi na myśl jeden z moich ulubionych projektów animowanych – „Wallace i Gromit”. Wydaje się, że twórcy rzeczywiście czerpali inspirację z tego i innych dzieł Aardman Studios.
Porównywanie trzech gier studia mogłoby trwać w nieskończoność, bo wszystkie są do siebie podobne. Koncepcja serii się nie zmienia: tworzyć symulatory, które są proste do zrozumienia, ale nie płytkie. Z różnym skutkiem – Two Point Hospital było bliskie ideału, ale Two Point Campus stało się aż nazbyt lekkie. Nowa odsłona łączy najlepsze cechy poprzedników, dzięki czemu mamy do czynienia z najbardziej dopracowaną grą studia.
Może to też kwestia osobistych preferencji – ani szpitale, ani uczelnie nie są mi bliskie, ale muzea uwielbiam. Pomysł zarządzania własnym muzeum świetnie wpisuje się w formułę Two Point, a twórcy poszli jeszcze dalej, dodając do gry nie tylko zarządzanie i budowanie, ale też ekspedycje do niebezpiecznych zakątków świata. W końcu kości dinozaurów i zamrożone w lodowcach lodówki same się nie znajdą, prawda? Żeby zapełniać wystawy, trzeba wysyłać pracowników w długie podróże. Muszą być odpowiednio wyposażeni, przeszkoleni i przygotowani, ale zdarza się, że wracają ranni… albo nie wracają wcale.
Balans między przystępnością a głębią to klucz do sukcesu tych gier. Na szczęście Two Point Museum niemal nie daje powodów do narzekań. Chciałbym znów bić brawo za interfejs – idealnie sprawdza się nie tylko na PC, ale też na konsolach. Grając na padzie, nigdy nie miałem wrażenia, że czegoś mi brakuje, a wszelkie skomplikowane mechaniki były świetnie wyjaśnione.
Przeczytaj także: Recenzja Monster Hunter Wilds – Udoskonalona, ale niepozbawiona wad ewolucja
A tych mechanik jest sporo. Nie wystarczy znaleźć rzadką rybę czy wykopać szkielet – eksponaty trzeba odpowiednio rozmieścić, żeby zwiedzający byli zadowoleni i muzeum zarabiało. Prędzej czy później pracownicy zaczną domagać się podwyżek, a goście narzekać na nudę. Każdą salę trzeba udekorować, zadbać o ciekawe wycieczki, bezpieczeństwo i czystość – w końcu eksponaty nie mogą pokryć się kurzem, a ryby nie mogą się wzajemnie pożerać. Brzmi przytłaczająco? Two Point Museum udało się uprościć te mechaniki bez spłycania rozgrywki, co jest prawdziwym majstersztykiem. Sam szybko męczę się grami, które wymagają nieustannego nadzoru nad każdym detalem, ale tutaj tego nie odczuwałem.
Gra oferuje dwa tryby: kampanię i piaskownicę. Kampania skupia się na konkretnych celach, natomiast piaskownica pozwala graczowi samodzielnie ustalić warunki rozgrywki. To właśnie tutaj najbardziej czuć, jak dobrze zaprojektowane są mechaniki. Two Point Museum często zmusza do trudnych decyzji – poświęcić cenny eksponat, zwolnić pracownika, a może coś jeszcze? Niewidzialnym złoczyńcą jest kapitalizm, który szybko burzy idyllę naszego muzeum i każe podejmować trudne wybory.
Two Point Museum działa dobrze na Xbox Series X, oferując przyjemną dla oka grafikę (choć z jakiegoś powodu bez HDR) i w miarę stabilną liczbę klatek na sekundę. Mówię „w miarę”, bo przy wyjątkowo dużych muzeach zdarzają się lekkie spadki płynności.
Werdykt
Niewiele jest symulatorów, które są jednocześnie przystępne, angażujące, zabawne i głębokie. W tej kategorii Two Point Studios nie mają sobie równych. To jedna z tych gier, które można polecić bez wahania.