Napisałem już nie jedną analizę sprzętu, którego sam nie testowałem, często przy wsparciu Goodram. Ale kiedy mam coś wartościowego do powiedzenia i uważam, że są ważne kwestie, na które warto zwrócić uwagę, wolę włączyć się do dyskusji niż milczeć. Steam Machine na pewno wzbudziło spore zainteresowanie – i to nie tylko pozytywne. Ten artykuł pewnie jeszcze bardziej podsyci tę debatę, bo po raz pierwszy od wieków zamierzam pochwalić Apple. A konkretnie za decyzje, które często – i w wielu przypadkach słusznie – są krytykowane. Ciekawe jest to, że rzadko spotykamy takie podejście gdzie indziej. A raczej widzieliśmy je już wcześniej – ale, co dość ironiczne, również pochodziło od Valve, tylko w zupełnie innej formie.

TREŚĆ ARTYKUŁU:
Film o Steam Machine od Valve
Dlaczego Goodram?
Zanim zaczniemy, chciałbym podziękować firmie Goodram za wsparcie przy tworzeniu tego artykułu. Bez takich firm jak Goodram istnieje spore prawdopodobieństwo, że urządzenia takie jak Steam Machine miałyby jeszcze trudniejszą drogę do trafienia do sklepów. Jako jedyny europejski producent układów pamięci firma odgrywa ważną rolę we wzmacnianiu regionalnego łańcucha dostaw i pomaga utrzymać konkurencyjne ceny pamięci. Zasługują też na uznanie za dysk SSD Move Ridge, na którym przechowuję bibliotekę gier, której używam do testów porównawczych. Jeśli Steam Machine w końcu trafi na moje biurko, to prawdopodobnie te same gry posłużą do jego przetestowania. Nie liczę na to, ale nauczyłem się, żeby niczego nie wykluczać.

Warto też zauważyć, że Steam Machine jest zaskakująco trudny do zdobycia. Nawet po podwyższeniu ceny z 800 do 1100 dolarów popyt wciąż jest duży. Dzieje się tak mimo że wydajność nie dorównuje pierwotnie sugerowanemu celowi – graniu w 4K przy 60 klatkach na sekundę – a ta obietnica po cichu zniknęła z materiałów marketingowych. Jednak w przedziale cenowym 1100 dolarów konkurencja staje się znacznie ostrzejsza. Niektóre alternatywy to raczej internetowe memy niż poważni konkurenci, podczas gdy inne to naprawdę atrakcyjne produkty. Kilka z nich oferuje też wyższą wydajność w grach, zwłaszcza modele z pamięcią dwukanałową. Tak zwany „GabeCube” tego nie ma.
Podstawowe nieporozumienie
Na pierwszy rzut oka Steam Machine może wydawać się jednym z najmniej przekonujących dotychczasowych przedsięwzięć sprzętowych Valve, przynajmniej z perspektywy przeciętnego gracza. W rzeczywistości łatwo można argumentować, że to najbardziej kontrowersyjny produkt tej firmy od lat. I tak, zanim ktoś to zauważy – gra „Hunt Down the Freeman” nie została stworzona przez Valve – ale to porównanie i tak dobrze ilustruje sprawę.

Gdzie więc jest haczyk i co Apple ma z tym wszystkim wspólnego? Najważniejsze jest to, że Steam Machine najlepiej postrzegać jako ultrakompaktową, cichą jak szept konsolę do gier – a nie jako komputer do gier. Po prostu tak się składa, że ma wiele zalet tradycyjnie kojarzonych z komputerami. I nie mówię tu tylko o tym, że zarówno dysk SSD, jak i pamięć RAM można samodzielnie wymienić. Ma też złącze USB typu C, czytnik kart microSD i inne udogodnienia, których normalnie oczekiwałbyś raczej od komputera stacjonarnego niż od zwykłej konsoli.

Tak, układ SoC jest przylutowany, ale to też jedna z jego zalet. Tutaj Apple stanowi przydatny punkt odniesienia. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego urządzenia Apple zazwyczaj zapewniają bardziej spójne wrażenia z użytkowania? Aplikacje działające na tej platformie zazwyczaj zachowują się bardziej przewidywalnie. Jeśli chodzi o codzienną stabilność, system macOS od dawna zapewnia bardziej spójne wrażenia użytkownika niż Windows czy Linux przy porównywalnych codziennych obciążeniach.
Optymalizacja
Powód jest prosty: Apple zazwyczaj wypuszcza tylko trzy lub cztery warianty procesorów w każdej generacji. Ponieważ te układy SoC są zintegrowane ze sprzętem, ich specyfikacje można przekazać bezpośrednio zespołom zajmującym się optymalizacją oprogramowania – na przykład twórcom DaVinci Resolve – co pozwala im zoptymalizować oprogramowanie pod kątem zaledwie kilku konfiguracji procesorów. Natomiast ekosystem Windows obejmuje setki różnych układów SoC, nie wspominając już o ogromnej liczbie możliwych kombinacji oddzielnych kart graficznych i procesorów.

W typowym laptopie z Windowsem masz procesor, jedną, a czasem nawet dwie karty graficzne oraz nieznaną ilość pamięci RAM, które działają z różnymi prędkościami i różnymi taktowaniami, w zależności od konfiguracji. Z grami jest tak samo. Minimalne wymagania systemowe nie są dokładną gwarancją – to tylko ogólne wytyczne. Z kolei Apple ma znacznie bardziej ustandaryzowaną platformę sprzętową. Dlatego takie tytuły jak „Resident Evil 4” mogą działać na iPhonie 15 Pro. Czy faktycznie chciałbyś w to grać, to już inna sprawa, ale możliwość taka istnieje.

Urządzenia Steam Machines działają na tej samej zasadzie. Coraz więcej gier ma teraz dedykowane ustawienia dla Steam Machines, które często są domyślnie włączone – podobnie jak na Steam Deck. Efektem jest dobrze wyważone połączenie jakości obrazu i wydajności, bardzo zbliżone do wrażeń z nowoczesnych konsol do gier.
To ważna różnica, bo to, co przede wszystkim odróżnia konsolę od komputera do gier, to prostota obsługi. Dużą część tego doświadczenia zapewnia system SteamOS. Nie musisz zajmować się Windowsem, nie ma ciągłych aktualizacji systemu, telemetrii, funkcji opartych na sztucznej inteligencji ani preinstalowanego bloatware’u. Jednocześnie Proton zapewnia niemal płynną kompatybilność z ogromną biblioteką gier dla Windowsa.

Wyobraź sobie więc na biurku kompaktowe urządzenie, które jest mniej więcej o połowę mniejsze od konsoli Xbox. Działa cicho, jest świetnie zoptymalizowane i zawsze gotowe do użycia dzięki praktycznie natychmiastowemu wybudzaniu z trybu uśpienia – to zupełnie inna bajka niż typowe doświadczenia z systemem Windows. No i jest jeszcze kontroler Steam. Nie da się przecenić, jak bardzo go pragnę. Naprawdę, naprawdę bardzo chcę mieć kontroler Steam.

Chciałbym mieć kontroler Steam nawet bez samej konsoli Steam Machine. Jako ktoś, kto jest mocno przywiązany do Windowsa, same konsole Steam Machine nie są dla mnie jakoś szczególnie atrakcyjne. Ale nie o to przecież chodzi, prawda?
Wniosek
Jeśli uważasz, że Steam Machine to porażka, warto przemyśleć to jeszcze raz. Valve stało się – i nadal jest – poważnym konkurentem zarówno dla Xboxa, jak i PlayStation, i to nie tylko dzięki Steam Deckowi. Zoptymalizowany sprzęt niekoniecznie zapewnia najwyższą możliwą wydajność, ale gwarantuje cichszą i bardziej płynną obsługę. To coś, co Sony musiało potraktować poważnie, bo jego konkurent nie jest ograniczony tradycyjnym modelem gier dostępnych wyłącznie na daną platformę. Microsoft natomiast stoi przed innym wyzwaniem: Valve pokazało, jak dużą część wrażeń z grania na Windowsie można zastąpić bardziej uproszczoną, skupioną na użytkowniku alternatywą.

Kto wyszedł z tego zwycięsko? Valve. I pod wieloma względami my też – tylko niekoniecznie tak, jak niektórzy się spodziewali.
To tyle z moich przemyśleń. Daj znać w komentarzach, czy zgadzasz się, że ta premiera to naprawdę znaczący kamień milowy. A zanim się pożegnam, chciałbym jeszcze raz podziękować Goodram za nieustające wsparcie. Będzie jeszcze mnóstwo materiałów o produktach tej firmy, bo szykuje się sporo nowych premier. W międzyczasie dzielcie się swoimi przemyśleniami – chętnie je przeczytam.