Bigme rozwija się zaskakująco aktywnie i błyskawicznie wypuszcza nowe, interesujące produkty. Testowaliśmy już kilka ich urządzeń. A teraz mam dla Was do zrecenzowania nowy e-czytnik – Bigme B7, ten o nazwie „Creator of Colour Eink AINote”. I jeśli myślicie, że to kolejny e-czytnik, to przygotujcie się na niespodziankę – to raczej skrzyżowanie tabletu z e-bookiem. Już zaczynam myśleć, że wkrótce wypuszczą lodówkę z kolorowym ekranem E Ink, aby lodówka mogła również czytać moje notatki!
To urządzenie jest prawdziwym urządzeniem wielodotykowym dla tych, którzy chcą zrobić coś więcej niż tylko przeglądać strony. Bateria wytrzymuje długo, ekran nie drażni oczu, a rysik dotykowy działa bardzo precyzyjnie. W porównaniu do mojego starego dobrego PocketBooka 632, Bigme B7 wygląda jak czytnik, który poszedł na siłownię i wrócił z fajnymi funkcjami. Sprawdźmy, co kryje się pod maską i czy warto zastąpić klasyka tym gadżetem.

TREŚĆ ARTYKUŁU:
Specyfikacja techniczna
- Ekran: 7″ E-Ink Kaleido 3, rozdzielczość: 1264×1680 (300 ppi dla czerni i bieli), 632×840 (150 ppi dla koloru)
- Procesor: ośmiordzeniowy 2,3 GHz
- System operacyjny: Android 14
- PAMIĘĆ RAM: 8 GB
- Pamięć stała: 128 GB (jest slot microSD do 1 TB)
- Bateria: 3000 mAh
- Aparat: 5 megapikseli z lampą błyskową LED
- Sieć komórkowa: 4G LTE + obsługa połączeń telefonicznych (nano-SIM)
- Interfejsy bezprzewodowe: Wi-Fi (2,4/5 GHz), Bluetooth 5
- Interfejsy: USB-C, mikrofon i głośnik, fizyczne przyciski przewracania stron
- Rysik dotykowy: ładowanie bezprzewodowe, 4096 poziomów nacisku
- Wymiary: 156,6 × 138,6 × 5,8 mm, waga: 215 g
- Dodatkowe funkcje: regulowane przednie podświetlenie z kontrolą ciepłego/zimnego światła, obsługa skanowania OCR za pomocą kamery, dwa fizyczne przyciski, obsługa Google Play i aplikacji mobilnych.
Zawartość opakowania i opakowanie
Pierwsze wrażenie z Bigme B7 zaczyna się jeszcze zanim włączysz urządzenie. Pudełko jest minimalistyczne, zwarte, z matowym wykończeniem – nic ekstra, ale wygląda premium. Od razu masz wrażenie, że trzymasz w ręku nie tylko „kolejnego e-booka”, ale coś stworzonego z szacunkiem dla użytkownika. To miły drobiazg, ale wprowadza cię w odpowiedni nastrój.

Wewnątrz znajduje się sam B7, z etui w osobnym pudełku. I tutaj byłem naprawdę zaskoczony: jestem przyzwyczajony do tego, że zawsze musisz kupić etui osobno i szukać takiego, które dokładnie pasuje. A tutaj jest w zestawie i dobrej jakości – wykonane z przyjemnego materiału, z magnetyczną pokrywą, która automatycznie wyłącza ekran po zamknięciu. To uczucie troski, szczerze mówiąc. W pudełku znajduje się również kabel USB-C do ładowania, papierowa dokumentacja (której, przyznaję, nie otworzyłem) i rysik. Rysik jest również dobry, nie tylko na pokaz, ale z przyciskiem, magnetycznym mocowaniem i dobrym poślizgiem na ekranie.

Wszystko to daje mi poczucie, że Bigme chce, abyś po prostu wyjął urządzenie i zaczął z niego korzystać – bez dodatkowych zakupów, bez szukania akcesoriów, bez kłopotów. Wszystko już tam jest. A to rzadkość w dzisiejszych czasach, kiedy często musisz kupić ładowarkę osobno.
To też jest ciekawe:Recenzja Bigme B1051: Tablet z kolorowym wyświetlaczem E Ink, rysikiem i klawiaturą
Ekran
Przyznam się od razu: jestem nieco wybredny w kwestii ekranów. I dlatego Bigme B7 początkowo mnie zaniepokoił – no bo kolorowy E Ink? Nudny, ziarnisty, znowu powolny? Ale nie, ta rzecz naprawdę mnie zaskoczyła. Ekran tutaj nie jest po prostu „kolorowy”, ale Kaleido 3 – czyli najnowsza wersja technologii E Ink z filtrem kolorów nowej generacji. Nie są to „blade kolory” z pierwszych modeli – mamy tu 4096 odcieni kolorów, które naprawdę wyglądają jak żywe, zwłaszcza w PDF-ach, podręcznikach czy komiksach. A wszystko to bez poświęcania klasycznego wrażenia E Ink: bez brokatu, bez zmęczenia oczu, bez niebieskiej luminescencji w nocy, która nie pozwala Ci zasnąć.

W czerni i bieli rozdzielczość wynosi 300 ppi. Wygląda na to, że został wydrukowany na wysokiej jakości drukarce. W kolorze rozdzielczość wynosi 150 ppi i szczerze mówiąc, myślałem, że będzie gorzej. Ale wszystko jest wygodne do czytania, a nawet małe czcionki są wyraźnie widoczne. Dużym plusem jest brak migotania. Podświetlenie jest tutaj przednie, co oznacza, że światło pada z góry, jak z lampy, i nie świeci bezpośrednio w oczy. Zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia, Twoje oczy się nie męczą. Możesz także dostosować ciepło podświetlenia, które dla mnie osobiście jest jak koc i herbata w deszczowy wieczór.

Jest też szybki. Cóż, jak na E Ink, oczywiście. Dostępnych jest kilka trybów odświeżania: wolny – do cichego czytania, szybki – gdy musisz przewijać stronę, oraz „tryb turbo”, w którym możesz nawet oglądać wideo. Nie, nie zastąpi to klasycznego YouTube’a, ale jest to całkiem możliwe, jeśli przewijasz tiktoki. Rysik działa wyraźnie, bez opóźnień, jak marker na gładkim papierze. Nie ma „efektu ducha”, gdy poprzednia strona pozostaje w tle – wszystko jest czyste, przyjemne i prawie bez nerwów.
Mała, ale ważna rzecz: ekran jest pokryty szkłem, ale nie błyszczącym. Nie ma odblasków, nie wygląda jak lustro – i właśnie tego oczekiwałem. Tak, boi się wilgoci, jak większość e-czytników, więc nie wychodzę z domu bez etui. Ale ogólnie jest to jeden z najlepszych ekranów E Ink, jakie widziałem. A jeśli porównasz go z PocketBook Era Color lub Onyx Boox Tab Mini C, ten jest zdecydowanie mniejszy, lżejszy, ale nie mniej funkcjonalny. Dla mnie był to idealny kompromis między kolorem, kompaktowością i moim zamiłowaniem do papierowego spokoju.
Jest również interesujący:Recenzja czytnika ebooków Kobo Clara Colour: Piękno tkwi w kolorze
Oprogramowanie i sprzęt
Bigme B7 działa na systemie Android 14 – i nie jest to zwykły stary system operacyjny, ale prawdziwy topowy e-czytnik. Nie zdarza się to zbyt często, więc otrzymujesz nie tylko fajny interfejs i ulepszone zabezpieczenia, ale także pełny dostęp do nowoczesnych aplikacji na Androida. Powłoka nie jest tutaj tylko skórką na wierzchu, ale całym technologicznym sosem: trochę sztucznej inteligencji, trochę magii, trochę „wow, czy to naprawdę może to zrobić?”:
OCR – rozpoznaje tekst z aparatu lub zdjęć. Jeśli kiedykolwiek przepisywałeś notatki ręcznie, jest to dar niebios. Teraz możesz robić zdjęcia i nie stracić ani jednego słowa
- Rysowanie i pismo odręczne z 4096 poziomami nacisku – jak artysta z pędzlem, ale w formie cyfrowej
- Tryby odświeżania ekranu, w tym „szybki”, jeśli chcesz trochę więcej dynamiki. Ponieważ nawet w przypadku atramentu elektronicznego, czasami potrzebujesz trochę adrenaliny, prawda?
- Tryb wielu okien i wielozadaniowość. Możesz czytać książkę i jednocześnie coś zapisywać lub wyszukiwać – zupełnie jak w biurze, ale bez nudzących Cię sąsiadów.
Interfejs został zaprojektowany specjalnie dla E Ink: duże czcionki, wyraźne ikony, płynne animacje bez przeładowania. Możesz też łatwo przełączać się między trybami czarno-białym i kolorowym – co jest bardzo wygodne, jeśli czytasz kolorowe pliki PDF lub komiksy.

W Bigme B7 nie chodzi o to, że „tylko książka i tyle”. To taki czytnik, z którym poćwiczysz na siłowni. Ma na pokładzie 8-rdzeniowy procesor MediaTek (do 2,4 GHz), 8 GB pamięci RAM i aż 128 GB pamięci masowej. A jeśli to dla kogoś za mało, to jest slot microSD do 1 TB. A teraz najważniejsze: jest czysty Android 14, i to prawdziwy, z Google Play, wszystkimi prawami dostępu i bez ograniczeń. Oznacza to, że możesz zainstalować czytnik Kindle, PocketBook, a nawet Telegram, Gmail i Instagram. Możesz także oglądać YouTube, ale bądźmy szczerzy: oglądanie filmów na E-Ink jest jak oglądanie TikTok przez zasłonę. Możesz, ale to dziwne. Chociaż, dzięki specjalnym trybom odświeżania ekranu Bigme, nawet to trochę ożywa – przetestowałem to i działa zaskakująco dobrze.

Kolejną osobistą atrakcją jest rysik. Ładuje się bezprzewodowo (yay, bez baterii!), obsługuje 4096 poziomów nacisku i pisze jak flamaster na gładkim papierze. I nie tylko pisze, ale także rozpoznaje rękopis (funkcja OCR), więc moje okropne bazgroły zamieniają się w normalny tekst – czasami nawet lepiej niż pisałbym na klawiaturze. Świetny do notatek, list, podpisów i rysunków.
Nawiasem mówiąc, możesz je ładnie zorganizować w markowej aplikacji – to jak cyfrowy notatnik, ale bez podartych stron.

Kolejną funkcją, której naprawdę nie spodziewałem się zobaczyć w czytniku, jest moduł 4G LTE z kartą nano-SIM. Tak, możesz tu włożyć zwykłą kartę SIM i nawet wykonywać połączenia! Wyobraź sobie miny ludzi wokół ciebie, gdy dzwonisz z e-booka. Do dyspozycji masz też Wi-Fi 2,4/5 GHz i Bluetooth 5.0 – podłączyłem zarówno słuchawki, jak i myszkę. Wszystko działa jak na zwykłym tablecie.

Do tego dochodzi przednie podświetlenie z regulacją temperatury kolorów, USB-C, mikrofon, głośnik, a nawet 5-megapikselowy aparat z lampą błyskową LED. Nie jest to oczywiście aparat do robienia selfie, ale skanuje dokumenty bezbłędnie. Po prostu wyceluj i zrób zdjęcie, a otrzymasz plik PDF lub Word. Wszystko jest jak w prawdziwym biurze – tylko lżejsze, mniejsze i bez współpracowników.

Jak dla mnie Bigme B7 to nie tylko czytnik. To coś pomiędzy tabletem a organizerem dla tych, którzy cenią swoje oczy, spokój ducha i autonomię, ale nie chcą rezygnować z wygody Androida. I, szczerze mówiąc, jest to jedna z tych rzeczy, które bierzesz do ręki, „poczytam coś”, a potem okazuje się, że nosisz je przy sobie przez cały czas.
Jest to również interesujące: Recenzja PocketBook InkPad 4: Flagowy czytnik elektroniczny
Aparat i komunikacja
Bigme B7 od razu wyróżnia się na tle innych czytników, ponieważ ma dość nieoczekiwany zestaw funkcji komunikacyjnych. Najbardziej zaskoczył mnie 5-megapikselowy aparat główny z lampą błyskową – oczywiście nie do selfie, ale do szybkiego skanowania dokumentów, notatek czy formułek. Fajnie, że aparat ma autofokus i lampę błyskową, więc nawet przy słabym oświetleniu tekst jest czytelny. Po prostu wyceluj i zrób zdjęcie, a wbudowany OCR rozpozna tekst w mgnieniu oka. Eksport do PDF lub DOCX również działa bez żadnych problemów. Dla mnie jest to prawdziwy dar niebios, ponieważ nie muszę nosić ze sobą osobnego skanera lub smartfona.

Nie ma przedniej kamery, więc rozmowy wideo z Bigme B7 są niestety fantastyczne. Chociaż Android pozwala skonfigurować Zoom lub Google Meet, nie będziesz w stanie przesyłać strumieniowo wideo z urządzenia.
Kolejną interesującą funkcją jest obsługa 4G LTE za pośrednictwem nano-SIM. Wkładam kartę SIM i gotowe, możesz korzystać z mobilnego internetu w dowolnym miejscu, bez konieczności bycia przywiązanym do Wi-Fi. Dla mnie to duży plus, bo często jestem w trasie, gdzie Wi-Fi jest albo niedostępne, albo wolne. Przeglądanie artykułów, czytanie plików PDF, synchronizowanie notatek, a nawet logowanie się do mojego biura i publikowanie gotowego artykułu – wszystko działa płynnie. Ponadto Bigme B7 obsługuje połączenia głosowe. Owszem, wykonywanie połączeń z poziomu czytnika nie jest do końca standardowe i wygląda nieco komicznie, ale możesz to zrobić, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Jest też oczywiście Wi-Fi 2,4/5 GHz i Bluetooth 5.0 – podłączysz bezprzewodowe słuchawki, klawiaturę czy myszkę, prześlesz pliki, tak jak na zwykłym tablecie. Port USB-C obsługuje OTG, więc możesz podłączyć dyski zewnętrzne lub czytniki kart dla maksymalnej wygody. Podsumowując, Bigme B7 to nie tylko e-czytnik, ale pełnoprawne urządzenie mobilne z mnóstwem przydatnych funkcji, które nagle stają się niezbędne w codziennym życiu.
To też jest ciekawe: Test czytnika PocketBook Era: Nowa era czytania?
Autonomia
Żywotność baterii Bigme B7 jest jednym z najczęściej omawianych punktów i jest to całkiem logiczne. Bateria ma tutaj 3000 mAh, co brzmi skromnie na tle nowoczesnych smartfonów i tabletów, które wydają się żyć wiecznie. Ale – uwaga – to urządzenie z ekranem E Ink i podobnie jak ten oszczędny student prawie nie zużywa energii, jeśli nie odświeżasz stron. Oznacza to, że ekran działa zgodnie ze schematem „rysuj i zamrażaj” i zużywa energię tylko wtedy, gdy obraz się zmienia.

W rezultacie Bigme B7 może współdziałać z tobą przez tygodnie bez ładowania, zwłaszcza jeśli Wi-Fi, Bluetooth i podświetlenie są wyłączone. Wyobraź sobie: 1-2 godziny czytania dziennie, kilka notatek rysikiem, czasem sprawdzenie dokumentów w chmurze – a ładowanie starcza na około tydzień lub dłużej. Jeśli włączycie wszystko co się da i będziecie oglądać komiksy, instalować aplikacje, a nawet oglądać lekkie filmiki (tak, to możliwe, jeśli trochę pocierpicie z jakością), to spokojnie możecie liczyć na 2-3 dni pracy – i tak jest fajniejszy niż zwykłe tablety z Androidem i ekranami LCD.
Kolejnym dużym plusem jest tryb uśpienia. Zamknij obudowę lub odłóż urządzenie na półkę, a natychmiast przejdzie ono w stan uśpienia, nie zużywając prawie wcale energii. Budzenie jest natychmiastowe, jak poranna kawa, ale bez goryczy. Ten tryb jest idealny dla studentów, dziennikarzy lub tych, którzy lubią czytać i robić notatki w przerwach między pracą, bez konieczności myślenia o ładowaniu każdej nocy.

Kolejną miłą rzeczą jest to, że B7 jest ładowany przez USB-C z obsługą szybkiego ładowania. Od 0 do 100% zajmuje około półtorej godziny, więc jeśli jesteś w podróży i zapomnisz naładować czytnik, nie ma to znaczenia. Kilka łyków kawy i urządzenie jest gotowe do pracy.
W porównaniu do konkurencji, PocketBook Era Color naprawdę żyje dłużej, ponieważ nie ma Androida i żadnych procesów działających w tle. Ale Bigme B7 daje Ci znacznie więcej swobody – to jak porównywanie konia i samochodu sportowego, tylko koń też dobrze jeździ. Jeśli chodzi o tablety z Androidem-E Ink (Onyx Boox Tab Mini C, Moaan InkPalm), B7 trzyma ładunek bardzo dobrze, zwłaszcza z 4G i kolorowym ekranem. Inne podobne urządzenia z taką funkcjonalnością zwykle wyczerpują się w ciągu jednego dnia, ale ten jest prawdziwym maratończykiem.

I nie zapominajmy o 4G i połączeniach: jeśli utrzymasz aktywną kartę SIM i będziesz cały czas korzystać z funkcji telefonu, bateria nie tylko się wyczerpie, ale zacznie cicho szlochać w kącie. Ale nawet w tym trybie Bigme B7 przetrwa do końca dnia, co jest niezwykłym osiągnięciem dla takiego „książkowego telefonu”.
To również interesujące: Recenzja PocketBook InkPad Lite 970 – duży, ale nie za drogi czytnik wieloformatowy
Wrażenia użytkownika
Bigme B7 to swego rodzaju hybryda e-booka, tabletu z Androidem i notebooka do pracy, która potrafi wszystko, a nawet trochę więcej. Szczerze mówiąc, byłem trochę sceptyczny, ponieważ wydaje się, że chcesz zarówno książki, jak i tabletu, ale dostajesz… cóż, coś pośrodku. Ale B7 okazał się świetną równowagą i naprawdę radzi sobie ze wszystkimi tymi rolami.
Zaskoczyła mnie szybkość działania – to tak, jakby znaleziono sekretny przepis na energię dla urządzenia z E Ink. W porównaniu do mojego PocketBooka 632, który czasami zachowuje się, jakby obudził się z tygodniowego snu, B7 lata: menu nie laguje, książki i PDF-y otwierają się szybko, przeglądarka nie zamienia się w pokaz slajdów, a przełączanie między aplikacjami jest niemal płynne. Wszystko to dzięki kilku trybom odświeżania ekranu, które można dostosować do swoich zadań – niezależnie od tego, czy chcesz czytać, przeglądać zdjęcia, czy nawet oglądać filmy (jak już wielokrotnie wspominałem, YouTube działa tutaj, choć bardziej w stylu czarno-białego domu sztuki z artefaktami).

Jeśli chodzi o wady, jest to klasyczny gatunek E Ink: nawet w trybie szybkim ekran czasami (a nawet bardzo czasami) pozostawia „obraz fantomowy”, zwłaszcza gdy biegasz między menu lub szybko przewijasz. Drugim jest brak ochrony przed wilgocią, w przeciwieństwie do chronionych PocketBooków. Po trzecie, początkowe oprogramowanie zawiera błędy (Wi-Fi, obracanie ekranu, dziwne elementy interfejsu), ale są one stale naprawiane po aktualizacjach. Rysik nie jest rysikiem EMR od Wacoma, nie nadaje się do profesjonalnych prac plastycznych, ale dobrze radzi sobie z pisaniem tekstu. Sieć radzi również ograniczyć korzystanie z czytnika do pracy z poufnymi informacjami – bezpieczeństwo urządzeń z Androidem nie jest na poziomie bezpiecznych tabletów dla biznesu.
Ciekawie prezentuje się również: Recenzja monitora ASUS TUF Gaming VG27WQ3B: Szybka matryca VA, 2K, 180 Hz i przystępna cena
Wnioski
Korzystałem z Bigme B7 niemal jak z pełnoprawnego tabletu i za każdym razem łapałem się na myśli, że jest to prawdopodobnie jeden z najbardziej nieoczekiwanych, ale funkcjonalnych czytników, jakie kiedykolwiek trzymałem w rękach. Zdecydowanie nie jest dla każdego: jeśli szukasz prostego czytnika, będzie to przesada. Ale jeśli potrzebujesz narzędzia do pracy z tekstem, dokumentami, notatkami, plikami PDF – z możliwością edycji, rozpoznawania, pisania, a nawet pracy online – szybko staje się niezbędny.

Byłem pod wrażeniem szybkości, ponieważ jestem przyzwyczajony do tego, że E Ink jest kompromisem. A tutaj naprawdę wszystko działa. Możesz otworzyć kilka aplikacji, przełączać się między nimi, pisać rysikiem, uruchomić YouTube (choć nie do oglądania filmów – bardziej do słuchania). To prawie jak tablet, ale z ekranem, który nie męczy oczu. I z LTE, co jest rzadkością nawet w przypadku tabletów z Androidem. Ma coś w rodzaju cichej satysfakcji: nie krzyczy o swojej mocy, ale po prostu wykonuje swoją pracę – i zaczynasz na nim polegać.

Tak, ma swoje wady – cenę, fantomy, miejscami nieco szorstkie oprogramowanie. Ale ogólnie rzecz biorąc, Bigme B7 to bardzo osobista praca z tekstem. Chodzi o ręczne pisanie, przemyślane czytanie, zapisywanie myśli nie na świecącym ekranie, ale na „papierze”, który nie irytuje. Jeśli cyfrowe notatki są częścią twojego życia, a nie tylko funkcją, to ten czytnik może stać się twoim nowym ulubionym narzędziem. Ja przynajmniej na pewno będę go miał przez długi czas.
Również interesujące:
- „Harry Potter” HBO: Wszystko, co do tej pory wiemy o serialu
- Jak zresetować wszystkie ustawienia sieciowe w systemie Windows 11
- Wszystko o nowym Androidzie 16: zmiany, ulepszenia, więcej Gemini
