Chiny próbują prężyć muskuły, prezentując swoją najnowszą broń i sprzęt. Wszystko to miało miejsce podczas parady w Pekinie. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
W dniu 3 września w Pekinie odbyła się parada wojskowa z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej, wydarzenia, z którym współczesne Chiny mają raczej pośredni związek, ale to nie przeszkodziło jej przekształcić się w polityczny show na dużą skalę. Plac Tiananmen stał się tłem dla uroczystego przemarszu jednostek Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, kolumn zmechanizowanych i przelotów samolotów, które miały przekonać świat o sile i samowystarczalności Pekinu.

Demonstracja „nowoczesnego sprzętu” wyglądała mniej jak hołd dla historii niż sygnał dla potencjalnych rywali, że mamy za co odpowiadać. Szczególnie wymowne było to, że niektóre rodzaje broni zostały pokazane po raz pierwszy – i to nie dlatego, że miały być ukryte, ale raczej po to, by stworzyć efekt zaskoczenia. Chiny wyraźnie próbują nam przypomnieć, że ich przemysł wojskowy jest w stanie produkować nie tylko kopie, ale także własne „innowacje”, przynajmniej na placu defilad.
Również interesujące: Tajemniczy obiekt 3I/ATLAS: kometa czy kosmici?
TREŚĆ ARTYKUŁU:
„Specjalna skala”
Data rocznicy wymagała, aby Pekin pochwalił się swoimi najnowszymi innowacjami, więc parada była ewidentnie gigantyczna. Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy PLA przemaszerowało synchronicznie przez plac Tiananmen, tworząc efekt, jakby Chiny mogły zmobilizować armię klonów. Za nimi podążał zmechanizowany konwój z setkami próbek sprzętu wszystkich możliwych typów, a w powietrzu ćwiczyły dziesiątki samolotów. Całe wydarzenie trwało około 25 minut – wystarczająco dużo czasu, aby Zachód mógł dokładnie zanotować, co dokładnie znajduje się obecnie w chińskim arsenale.
Konwój zademonstrował pełen katalog broni: od głównych czołgów bojowych kilku modyfikacji i pojazdów opancerzonych wszelkiego rodzaju po artylerię samobieżną, systemy rakietowe wielokrotnego startu i taktyczne systemy rakietowe. Platformy przewoziły wszystko, od dronów i broni morskiej po nowoczesne systemy obrony powietrznej. No i oczywiście „wisienka na torcie” – strategiczne siły nuklearne, w tym komponent morski. W końcu co to za parada bez przypomnienia: „My też jesteśmy w klubie wielkich nuklearnych facetów”.

Część powietrzna wyglądała nie mniej „demonstracyjnie i zastraszająco”. Nad Pekinem przeleciały myśliwce, w tym nowe modele, ciężkie bombowce, transportowce, tankowce i inne symbole statusu wielkiego mocarstwa. Niektóre samoloty prezentowały broń na zewnętrznym podwieszeniu, aby nikt nie pomylił parady ze zwykłym pokazem lotniczym.
Główną atrakcją były premiery sprzętu, którego publiczność nigdy wcześniej nie widziała. Nowe czołgi, pojazdy opancerzone, systemy artyleryjskie, a nawet pociski strategiczne. Pekin najwyraźniej chciał pokazać, że przemysł wojskowy nie tylko żyje, ale aktywnie aktualizuje swój katalog produktów. I chociaż jest to sygnał dumy dla odbiorców krajowych, jest to wskazówka dla odbiorców zewnętrznych: „Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa”.
Jest to również interesujące: Czy współczesny człowiek może dożyć 150 lat?
Pancerne nowości
Kolumnę zmechanizowaną poprowadziły czołgi, które jak zwykle są znakiem rozpoznawczym każdej defilady. Tym razem po raz pierwszy zaprezentowano zmodernizowane czołgi główne (MBT) „099B”. W rzeczywistości są one ewolucją starszych 099A, ale z kosmetycznymi ulepszeniami: nieco lepszą ochroną, nieco zmienionym wyposażeniem i nieco większą szansą na przetrwanie w nowoczesnej walce. Chińscy inżynierowie zdają się sugerować: „Tak, nie wynaleźliśmy jeszcze czołgu przyszłości, ale potrafimy instalować aktualizacje tak dobrze, jak Apple potrafi na iPhonie”.

Szczególny nacisk położono na premierowy czołg Type 100. Jest on od razu pozycjonowany jako przedstawiciel „czwartej generacji transporterów opancerzonych”. Jest to pojazd średniej wagi z załogą ukrytą wewnątrz kadłuba i opuszczoną wieżą. Jest uzbrojony w działo 105 mm, które wygląda nieco skromnie w porównaniu z jego światowymi odpowiednikami, ale z nowoczesną elektroniką. Chińskie media ochrzciły tę maszynę mianem rewolucji, choć na Zachodzie pewnie tylko wzruszyłyby ramionami: kolejna próba dogonienia i wyprzedzenia, przynajmniej na trasie parady.

Nie zabrakło też prezentów dla piechoty – zaprezentowano bojowy wóz piechoty Typ 100. Konstrukcja jest tradycyjna, z silnikiem zamontowanym z przodu i standardowym uzbrojeniem w postaci armaty i karabinu maszynowego. Aby wyglądał bardziej nowocześnie, pojazd został wyposażony w „modny dodatek” – drony zwiadowcze, które można wystrzelić z dachu. Jest to próba udowodnienia, że chińscy projektanci również podążają za trendami i wiedzą, że w 2020 roku nawet bojowy wóz piechoty bez dronów wygląda jak telefon bez aparatu.
Czytaj także: Dziewięć najdziwniejszych i najbardziej tajemniczych broni
Rozwój systemów przeciwokrętowych
Po innowacjach lądowych, kolumna defiladowa tradycyjnie przypomniała nam, że Chiny mają również marynarkę wojenną, która również twierdzi, że jest „nowoczesna”. Na platformach uroczyście niesiono zestaw morskich „pamiątek”: od nowych pocisków i torped po systemy przeciw okrętom podwodnym i miny. Wyglądało to jak swoista wystawa osiągnięć przemysłu obronnego, tyle że zamiast stoisk były wojskowe transportery.

Oczywiście najwięcej uwagi poświęcono serii pocisków przeciwokrętowych YJ Inji. W teorii mają one być wystrzeliwane zarówno z platform morskich, jak i powietrznych i mogą uderzać w cele nawodne. W praktyce każdy pocisk wygląda tak, jakby został zaprojektowany przez oddzielny zespół projektowy bez zbyt rygorystycznych standardów: różne kształty, różne możliwości, różne koncepcje. Jest to swego rodzaju demonstracja hasła „im większa różnorodność, tym większy strach przed wrogiem”.

YJ-15 jest pozycjonowany jako samolot naddźwiękowy z prostym silnikiem odrzutowym, jakby chciał zasugerować: „Tak, my też wiemy, co to jest silnik odrzutowy”. Następny jest YJ-17 z hipersoniczną fazą bojową – brzmi groźnie, ale jak zwykle brakuje szczegółów. YJ-19 oferuje własną wariację na temat hipersoniczności z rakietą w fazie doładowania, a YJ-20 wygląda jak klasyczny pocisk balistyczny – to znaczy bez żadnych roszczeń do kreatywności, ale z roszczeniem do statusu.

Oczywiście Pekin nie ujawnił żadnych dokładnych cech tych „morskich potworów”. Nie wiadomo również, ile i gdzie zostaną one faktycznie rozmieszczone. Jednak nawet fragmentaryczne informacje pozwalają wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, Chiny aktywnie starają się stworzyć wrażenie przełomu technologicznego.

Po drugie, rzeczywisty poziom skuteczności tych systemów nie został jeszcze przetestowany w praktyce. Po trzecie, główny efekt parady został osiągnięty: widz musi uwierzyć, że widzi nie tylko rakiety, ale „broń przyszłości”.
Czytaj także: 15 najbardziej niesamowitych obiektów kosmicznych i koncepcji, których nie da się wyjaśnić
Elementy obrony powietrznej
W konwoju Marynarki Wojennej po raz pierwszy znalazły się systemy laserowe LY-1 – prawdziwy atrybut „broni przyszłości”, choć tylko na paradzie. Formalnie są to moduły bojowe dla okrętów, ale w dniu parady zostały one wyniesione na podwoziach wieloosiowych, aby publiczność mogła zobaczyć, jak wygląda chińska odpowiedź na drony i precyzyjnie naprowadzane pociski rakietowe. Oczywiście rzeczywista skuteczność laserów pozostaje tajemnicą, ale brzmi to zachęcająco: „teraz możemy zestrzeliwać cele wiązką światła”. Hollywood bije brawo na stojąco.

Drugi typ lasera bojowego, którego nazwy Pekin nie wymienił dyplomatycznie, został zademonstrowany jako część naziemnych systemów obrony powietrznej. Inne podwozie, inna głowica bojowa, inny zestaw czujników i systemów sterowania – i znowu żadnych liczb ani potwierdzonych osiągów. Wydaje się, że Chiny kierują się zasadą: „Pozwól wrogowi zgadnąć, czym jest i do czego jest zdolny”.

Aby obraz wyglądał na zrównoważony, program parady obejmował również miejsce dla tradycyjnej obrony powietrznej. Jedną z nowości był system rakietowy HQ-29. Pokazano go w formie samobieżnej wyrzutni z dwoma zasobnikami – skromnie, ale z nutą rozmachu. Oficjalna wersja jest kontynuacją serii Hongzi z kolejnym wzrostem wydajności. Wersja nieoficjalna to kolejny argument w stylu „możemy też zestrzeliwać cele balistyczne, a nawet orbitalne”.

Pytanie tylko, czy HQ-29 rzeczywiście może konkurować ze swoimi zachodnimi odpowiednikami, czy jest tylko ładnym elementem dekoracyjnym parady.
Czytaj także: ChatGPT-5 by OpenAI: Co potrafi nowy model sztucznej inteligencji
Siły cybernetyczne w natarciu
Po raz pierwszy wojska cybernetyczne PLA, jednostka, która z definicji powinna pozostać niewidoczna, paradowały w Pekinie. Ale najwyraźniej parada wymaga obrazu: zamiast hakerów noszących słuchawki, publiczności pokazano kolumnę pojazdów ze „specjalną elektroniką”, których główną bronią jest tajemnica. A tajemnica w Chinach jest znana z tego, że działa po prostu: nie mówi się nic konkretnego, ale sugeruje się, że możliwości są nieograniczone.

Symbolem nowej „armii w cieniu” jest kompleks „Typ 4”, który został uroczyście ochrzczony jako środek do prowadzenia operacji w cyberprzestrzeni. Po prostu „typy”, jakby w języku chińskim nie było słów. Co dokładnie potrafi – przechwytywać ruch, włamywać się do satelitów czy po prostu ogrzewać otaczające powietrze swoimi antenami – pozostaje tajemnicą. Obok niego znajdowały się nowoczesne systemy łączności radiowej, systemy walki elektronicznej i inne „skrzynie tajemnic” wyposażone w kabiny załogi i anteny o wszelkich możliwych kształtach.
Z jednej strony wszystko to wyglądało jak próba przekonania świata, że PLA posiada własną cyber tarczę i cyber miecz. Z drugiej strony sam fakt wielkiej demonstracji rodzi pytanie: skoro główną bronią sił cybernetycznych jest niewidzialność, to po co miałyby one brać udział w pokazie na głównym placu kraju? Chyba że chcą, aby ich rywale wiedzieli, że nawet w cyberprzestrzeni Chiny maszerują w szyku.
Również interesujące: Sytuacja z metalami ziem rzadkich: kto posiada zasoby, ten rządzi światem
Systemy bezzałogowe
Na paradzie szczególną uwagę poświęcono systemom bezzałogowym i bezzałogowym wszystkich możliwych klas – od robotów po gigantyczne pojazdy podwodne. Pokazano ich dziesiątki, jakby chcąc zademonstrować nowy trend: przyszłość działań wojennych wygląda jak zoo dronów. Niektóre z produktów zostały pokazane publiczności po raz pierwszy, aby przypomnieć, że Chiny również zajmują się „robotyką”.

Platformy robotów lądowych na gąsienicach i kołach zostały uroczyście przetoczone przez plac. Są one uzbrojone w moduły uzbrojenia i wyposażone w lekkie UAV lub sprzęt do rozminowywania. Aby pokaz wyglądał bardziej futurystycznie, dodano również „robo-psy”, które podczas parady wyglądały bardziej jak eksponaty na pokazie technologicznym niż prawdziwe systemy bojowe.

Marynarka wojenna również otrzymała swój udział w szumie. Po raz pierwszy pokazano ciężkie autonomiczne pojazdy podwodne HSU-100 i AJX-002 – do 20 metrów długości, z wąskim kadłubem i „tajemniczą” funkcjonalnością. Oficjalnie są one zdolne do przenoszenia sprzętu i wykonywania zadań w misjach długoterminowych. Nieoficjalnie wyglądają jak kolejny sygnał: „Tak, my też produkujemy podwodne drony i one też są duże”. Kolejną nowością była średniej wielkości bezzałogowa łódź z działkiem i, prawdopodobnie, zestawem dodatkowych czujników – mobilna platforma dla wszystkiego, co można umieścić na pokładzie.

W powietrzu głównym bohaterem był latający dron skrzydłowy GJ-11. Chińskie media przedstawiały go jako przełom w dziedzinie stealth, choć z zewnątrz wyglądał raczej jak kolejna wariacja na temat amerykańskich eksperymentów sprzed dekady. W pobliżu przeleciało kilka ciężkich dronów, które według oficjalnej wersji są zdolne do współpracy z załogowymi samolotami – nowoczesna koncepcja „lojalnego kierowania”. Przynajmniej na papierze.

Ogólnie rzecz biorąc, sekcja dronów miała wyglądać jak demonstracja przełomu technologicznego. W rzeczywistości wyglądała jak katalog: „roboty na każdy gust” – od zabawek dla wewnętrznej publiczności po urządzenia, które kiedyś mogą stać się realnym czynnikiem na polu bitwy.
Również interesujące:Jak Chińczycy obchodzą amerykański zakaz chipów AI
Rakietowy finał parady
Zmechanizowany konwój zamykała broń strategiczna – kulminacyjny punkt imprezy, w którym Chiny tradycyjnie przypominają: „Mamy też argumenty ostatniej szansy”. Zaprezentowano nowe pociski balistyczne i manewrujące, a także systemy z zamkniętymi kontenerami startowymi, co wyglądało jak paradny katalog potencjału nuklearnego.

Wśród nowych produktów szczególnie wyróżniał się system rakiet przeciwokrętowych CJ-1000, samobieżny system z dwoma pociskami hipersonicznymi napędzanymi silnikiem przelotowym. Rozmiar kontenerów jasno pokazuje, że pocisk jest poważny, choć jego rzeczywista charakterystyka pozostaje za kulisami. Oficjalna narracja jest prosta: CJ-1000 będzie w stanie dosięgnąć celów, przy których inne systemy nadbrzeżne mogą jedynie wzruszyć ramionami. Nieoficjalnie wygląda to na kolejny sygnał dla amerykańskich lotniskowców: „Wiemy, że jesteście daleko, ale nie aż tak”.

Kolejną premierą był wystrzeliwany z powietrza pocisk balistyczny JL-1. Długi na 18 metrów i ważący kilka ton, wyglądał jak klasyczny produkt radzieckiej szkoły z lat 70-tych – tylko teraz z chińskim logo. Pekin oczywiście nie ujawnił żadnych specyfikacji. I dlaczego miałby to robić – najważniejsze jest, aby wróg sam wymyślił najbardziej przerażające liczby.

Międzykontynentalny pocisk podwodny JL-3 był prawdziwą dumą. Został już przetestowany, masowo wyprodukowany i dostarczony do atomowych okrętów podwodnych projektu 094. Innymi słowy, Chiny oficjalnie demonstrują, że nuklearny „klub triady” nie jest już klubem interesów, ale rzeczywistością.
Wygląd mobilnych systemów naziemnych DF-61 wyglądał nie mniej imponująco. Ogromne wieloosiowe podwozia z kontenerami na pociski międzykontynentalne stworzyły pożądany efekt psychologiczny: potencjał nuklearny można nie tylko ukryć pod górą betonu, ale także przetoczyć wokół placu Tiananmen.
W tym samym czasie pokazano zmodernizowaną wersję Dongfeng-31 o kryptonimie DF-31BJ. Jak zwykle podkreślano „znaczące ulepszenia”, nie precyzując, na czym one polegają. To standardowa praktyka: niech zachodni analitycy się nad tym zastanawiają, a chińskie media niech piszą o „nowej jakości odstraszania”.

I wreszcie, weteran arsenałów, DF-5. Ten międzykontynentalny pocisk rakietowy pojawił się jeszcze w latach 80-tych, ale teraz jest dostępny w wersji DF-5C. Modernizacja nadała mu „globalny zasięg”, choć nie podano dokładnych danych. Ze względu na jego rozmiar nie było możliwe pokazanie go w całości: główny korpus, stopnie i sekcje poruszały się na trzech oddzielnych platformach, tworząc iluzję, że sam pocisk był małą paradą w paradzie.
Tym samym ostatnia część wydarzenia była kulminacją nie tylko pod względem wagi sprzętu, ale także przekazu politycznego. Chiny pokazały, że mają wszystko, od dronów i laserów po rakiety międzykontynentalne. To, czy wszystko to jest tak skuteczne, jak zostało zaprezentowane na paradzie, jest kwestią drugorzędną. Najważniejsze, że obraz działa.
Jest również interesujący: Jak rozpoznać fałszywe zdjęcia: Nowe wyzwania ery cyfrowej
Jednostka lotnicza parady: od klasyki do futuryzmu
Siły Powietrzne i Marynarka Wojenna PLA wzięły udział w paradzie, tworząc prawdziwy powietrzny pokaz siły nad Pekinem. Dziewięć eskadr i jednostek samolotów i śmigłowców wszystkich możliwych klas latało w sposób, który pozwolił publiczności docenić, że Chiny „wiedzą, jak budować samoloty”. Zaprezentowano niemal wszystkie typy samolotów, w tym najnowsze modele, od bojowych po transportowe.

Największe zainteresowanie wzbudziła mieszana eskadra myśliwców. W jej skład wchodziły dobrze znane J-16, a także nowoczesne J-20 w wersji jedno- i dwumiejscowej. Po raz pierwszy publiczność zobaczyła trenażer bojowy J-20S i obiecujący myśliwiec J-35, technologie, które są aktywnie wdrażane przez Siły Powietrzne. Wygląda na to, że Chiny starają się pokazać, że nie tylko uczymy się latać, ale już jesteśmy w segmencie futurystycznym.

Kolejną atrakcją była premiera radaru dalekiego zasięgu KJ-600 dla samolotów pokładowych. PLA i branża mówią o nim od lat, ale dopiero teraz został on pokazany publicznie. Oczywiście potrzebna jest publiczna demonstracja, aby wzmocnić przekaz: „Rozpoczęliśmy już masową produkcję – i oto jest, na własne oczy”.
Zaprezentowano również samoloty transportowe. Zademonstrowano kilka typów, a główną nowością był Y-20B. Samolot ten został niedawno opracowany i publiczność widzi go po raz pierwszy. Jest już produkowany i wchodzi do służby w Siłach Powietrznych, więc Chiny jednocześnie demonstrują swoje osiągnięcia techniczne i gotowość do dostarczania ciężkiego sprzętu w dowolne miejsce w kraju – lub przynajmniej w ramach parady.

Ogólnie rzecz biorąc, segment lotniczy parady wyglądał jak połączenie klasyki, nowości i technologicznego patosu. Chociaż rzeczywiste zdolności bojowe niektórych samolotów pozostają za kulisami, widz ma wrażenie, że Siły Powietrzne PLA żyją już w XXI wieku.
Jest to również interesujące: Kryptografia: Czym jest i jak działa
Parada jako demonstracja siły i technologii
Jednym z głównych celów każdej parady wojskowej jest zademonstrowanie potęgi militarnej państwa i możliwości jego przemysłu obronnego. Takie wydarzenia zazwyczaj prezentują nowoczesną i zaawansowaną broń, która albo jest już w użyciu, albo wkrótce będzie. Chiny podążają za tą tradycją i regularnie demonstrują swoje sukcesy z całą pompą, na jaką mogą się zdobyć.
Parada z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej po raz kolejny pozwoliła nam zaprezentować nie tylko trening musztry personelu, ale także szereg najnowszych osiągnięć. Kolumna zmechanizowana, jednostka lotnicza i systemy bezzałogowe sprawiały wrażenie, że Chiny mogą jednocześnie maszerować, latać i prowadzić autonomiczne rozpoznanie – wszystko w ramach tej samej parady.

Ogólna idea była prosta: pokazać, że Chiny zamierzają zbudować nowoczesne siły zbrojne ze wszystkimi niezbędnymi komponentami. Od lekkich bezzałogowych statków powietrznych po strategiczne systemy rakietowe, wszystko jest opracowywane i produkowane w kraju. Jest to rodzaj „pełnego cyklu demonstracji siły”: od mini-dronów po pociski międzykontynentalne.
Można założyć, że większość nowych modeli trafiła już do produkcji i jest dostarczana do wojska. Choć wciąż jest ich niewiele, zwiększenie parków i arsenałów na dużą skalę jest tylko kwestią czasu. W międzyczasie Chiny wciąż przygotowują obiecujące rozwiązania dla przyszłych parad – tak, aby widz zawsze miał wrażenie: „to jest przyszłość, a to dopiero nadejdzie”.
W rezultacie parada z 3 września po raz kolejny potwierdziła, że główną bronią Chin są nie tylko czołgi i rakiety, ale także umiejętność skutecznego pokazywania swoich osiągnięć światu. I nawet jeśli zdolności bojowe niektórych systemów pozostają za kulisami, efekt wizualny działa w pełni.
Również interesujące:
