Google I/O 2026 było niezwykłą konferencją, ponieważ firma zaprezentowała swoją wizję tego, co nastąpi po tradycyjnym doświadczeniu internetowym.
Google I/O 2026 może zostać zapamiętane nie tylko jako kolejne wydarzenie technologiczne, ale jako symboliczny punkt zwrotny: firma dała jasno do zrozumienia, że sztuczna inteligencja nie jest już traktowana jako osobna funkcja – w rzeczywistości stała się samym produktem.

Od Gemini 3.5 po agentów AI w tle, Google I/O 2026 sygnalizuje przejście firmy od tradycyjnego giganta wyszukiwania do czegoś znacznie szerszego. Analizujemy najważniejsze ogłoszenia, potencjalne zagrożenia i kluczowe otwarte pytania związane z tym wydarzeniem.
Przeczytaj również: Przez ogień nuklearny: trynityt – materiał, który nie powinien istnieć
TREŚĆ ARTYKUŁU:
Konferencja bez Androida – celowy wybór czy znak ostrzegawczy?
Każdej wiosny dziesiątki tysięcy programistów z całego świata podróżują do amfiteatru Shoreline w Mountain View – lub dołączają online – aby usłyszeć, dokąd zmierza Google. Przez ponad dwie dekady rytuał ten miał znaną strukturę: Android, Chrome, nowe API i być może „jeszcze jedna rzecz”. Google I/O 2026 całkowicie oderwało się od tego schematu.
Android był w dużej mierze nieobecny w głównym programie. Nie dlatego, że firma nie miała nic do zaprezentowania, ale dlatego, że większość ogłoszeń związanych z urządzeniami mobilnymi została już wcześniej przedstawiona w osobnych prezentacjach. Dzień otwarcia Google I/O 2026 był niemal w całości poświęcony sztucznej inteligencji. Nie był to wypadek w harmonogramie ani korekta taktyczna. Było to jasne określenie priorytetów.

Po raz pierwszy na swoim flagowym wydarzeniu Google skutecznie przyznało, że system operacyjny nie jest już głównym polem bitwy. Prawdziwa konkurencyjność firmy – i jej główne źródło wartości – leży teraz w inteligentnych usługach, które rozciągają się na każdą powierzchnię: telefony, przeglądarki, wyszukiwanie, poczta e-mail, telewizory, a wkrótce inteligentne okulary.
Zasadniczo przesłanie Google w maju 2026 r. brzmiało: „Nie aktualizujemy już tylko produktów. Budujemy agenta, który istnieje obok użytkownika”.
Ta zmiana jest ważnym kontekstem dla wszystkiego, co nastąpiło później. Żadna z zapowiedzi konferencyjnych nie została przedstawiona jako pojedyncze funkcje. Zamiast tego, każda z nich reprezentowała kolejną warstwę strategii, którą Google rozwija od lat: zastąpienie tradycyjnej interakcji wyszukiwania interakcją opartą na agentach. Zamiast szukać odpowiedzi, użytkownicy mają otrzymywać gotowe wyniki. Zamiast obsługiwać narzędzia bezpośrednio, oczekuje się od nich interakcji z pośrednikiem podobnym do asystenta.
Przeczytaj również: Hantawirus: Wirus ze stodoły, który zabił ludzi na środku oceanu
Gemini 3.5: Nowy etap w trwającym wyścigu sztucznej inteligencji
Głównym ogłoszeniem technologicznym była nowa rodzina modeli Gemini 3.5. Google wprowadziło dwie wersje: Flash i Pro. Flash jest już w użyciu produkcyjnym, zastępując poprzedni domyślny model zarówno w wyszukiwarce, jak i aplikacji Gemini, docierając do setek milionów użytkowników natychmiast po ogłoszeniu. Tymczasem Gemini 3.5 Pro pozostaje w wersji zapoznawczej i oczekuje się, że zostanie uruchomiony szerzej w czerwcu.

Google pozycjonuje Flash jako model zoptymalizowany pod kątem przepływów pracy opartych na agentach: szybkiego wykonywania zadań sekwencyjnych, analizy multimodalnej i generowania kodu. Jest to bezpośrednia odpowiedź na mniejsze, ale bardzo wydajne modele, takie jak GPT-4o mini od OpenAI i Claude Haiku od Anthropic, które stały się centralnym elementem wielu integracji produktów. Nacisk Google na szybkość i skalę jest jasny: jeśli Gemini 3.5 Flash stanie się domyślną „warstwą rozumowania” stojącą za miliardami codziennych interakcji, sama wydajność stanie się znaczącą przewagą konkurencyjną.
Gemini 3.5 Pro nie został jeszcze w pełni udostępniony publicznie, ale Google już pozycjonuje go jako duży krok naprzód. Jeśli model ten ostatecznie przewyższy GPT-4.5 i Claude Opus pod względem wydajności w testach porównawczych, może znacząco zmienić rynek sztucznej inteligencji dla przedsiębiorstw, na którym jakość wyników nadal ma większe znaczenie niż surowa szybkość.

Oprócz modeli opartych na tekście, Google zaprezentowało również Gemini Omni, multimodalne narzędzie skoncentrowane na tworzeniu i edycji wideo. Użytkownicy będą mogli łączyć różne rodzaje mediów i modyfikować efekt końcowy poprzez interakcję w języku naturalnym – dostosowując styl, oświetlenie, otoczenie lub kąt kamery za pomocą podpowiedzi konwersacyjnych. Zamiast ręcznie edytować materiał, użytkownicy mogą po prostu opisać zmiany, które chcą wprowadzić.
Omni kładzie również podwaliny pod generowanie „cyfrowych bliźniaków” – awatarów, które zarówno wyglądają, jak i brzmią jak prawdziwe osoby. Google twierdzi, że system będzie zawierał etykietowanie SynthID i obsługiwał standard C2PA do uwierzytelniania treści. Zabezpieczenia te są jednak w dużej mierze reaktywnymi reakcjami na już istniejący problem deepfake, a nie kompleksowymi rozwiązaniami. Rozpowszechnienie na szeroką skalę spersonalizowanych awatarów generowanych przez sztuczną inteligencję na platformach takich jak YouTube Shorts i Create prawdopodobnie wprowadzi nowy i w dużej mierze nierozwiązany zestaw wyzwań związanych z weryfikacją tożsamości i autentycznością mediów.
Przeczytaj również: Skandal z Notepad ++ dla komputerów Mac: Istota konfliktu w szczegółach
Gemini Spark: Najbardziej ambitne – i najbardziej kontrowersyjne – ogłoszenie
Jeśli Gemini 3.5 stanowi fundament technologiczny, Gemini Spark reprezentuje szerszą zmianę filozoficzną. Google przedstawiło Spark jako osobistego agenta AI, który działa nieprzerwanie w chmurze, obsługując długotrwałe zadania w tle bez konieczności otwierania aplikacji lub stałego zaangażowania użytkownika. Spark może czytać wiadomości Gmail, analizować dokumenty przechowywane na Dysku Google, monitorować wyciągi z transakcji kartowych, śledzić powiadomienia związane ze szkołą i przygotowywać podsumowane raporty z projektów.

W przypadku „aktywnych” działań, takich jak wysłanie wiadomości e-mail, dokonanie zakupu lub dodanie wydarzenia do kalendarza, agent prosi użytkownika o potwierdzenie. Google konsekwentnie podkreśla zasadę „permission-first” jako podstawowe ograniczenie projektowe. Jednak koncepcja agenta działającego w tle nadal stanowi całkowicie nowy poziom integracji sztucznej inteligencji z prywatnym życiem cyfrowym.
Aby spojrzeć na to z perspektywy, zaledwie trzy lata temu asystent AI odpowiadał przede wszystkim na pytania wpisywane w interfejsie czatu. Dziś Google proponuje agenta, który może samodzielnie inicjować działania, stale monitorować zmiany, identyfikować to, co może być istotne, a dopiero potem prosić użytkownika o zgodę. Oznacza to jakościowo inną relację między ludźmi a maszynami.

Poziom zaufania wymagany od użytkowników Gemini Spark jest bezprecedensowy dla głównego nurtu produktów konsumenckich.
Oczywiście Google nie jest pierwszym, który podąża w tym kierunku: Microsoft Copilot, Apple Intelligence i Anthropic Claude rozwijają możliwości coraz bardziej przypominające agentów. Google zajmuje jednak wyjątkową pozycję, ponieważ jednocześnie obsługuje wyszukiwanie, pocztę e-mail, przechowywanie w chmurze, przeglądarkę internetową, mobilny system operacyjny, a teraz także działającego w tle agenta AI. Połączenie tych usług tworzy poziom integracji całego systemu, który w zasadzie mógłby dać Spark dostęp do znacznie większej ilości kontekstowych informacji o użytkowniku niż jakikolwiek pojedynczy konkurent.

Android Halo – nowy panel na poziomie systemu zaprojektowany, aby pokazać, co agent robi w tle bez wyciągania użytkownika z jego bieżącej aplikacji – jest próbą uczynienia tej aktywności bardziej przejrzystą. Wizualizuje to, co dzieje się „za kulisami”, dzięki czemu użytkownicy nie czują się poddawani niewidzialnemu monitorowaniu. Z perspektywy UX jest to rozsądny wybór projektowy.
Pozostaje jednak szersze pytanie: czy sama przejrzystość na poziomie interfejsu jest wystarczająca, aby uzasadnić taki stopień dostępu do danych osobowych.
Przeczytaj również: Czym jest ANEEL i dlaczego tor może zmienić energetykę jądrową?
Koniec wyszukiwarki w jej tradycyjnej formie
Wyszukiwarka Google – produkt, z którego wywodzi się firma i który nadal generuje większość jej przychodów – przechodzi najbardziej radykalne przeprojektowanie od ponad dwudziestu lat. Zmiany są tak znaczące, że termin „wyszukiwarka” coraz bardziej wydaje się być przestarzałą etykietą.

Nowy inteligentny interfejs wyszukiwania akceptuje nie tylko tekst, ale także obrazy, pliki, filmy i otwarte karty Chrome. Został zaprojektowany do przetwarzania długich zapytań w języku naturalnym i sugerowania bardziej złożonych podpowiedzi, zamiast polegać na tradycyjnym autouzupełnianiu. Wyszukiwanie nie jest już pojedynczą interakcją zapytanie-odpowiedź – staje się dialogiem: udoskonalaj, zadawaj pytania i zmieniaj kierunek w ramach tego samego przepływu.
AI Overviews i AI Mode są teraz obsługiwane przez Gemini 3.5 Flash i stały się znacznie bardziej konwersacyjne. Jednak najważniejszą transformacją nie jest sam interfejs, ale podstawowa logika wyszukiwania oparta na agentach. Google wprowadziło tak zwanych „agentów informacyjnych” – procesy działające w tle, które monitorują blogi, serwisy informacyjne, sieci społecznościowe, dane finansowe i aktualizacje sportowe w oparciu o tematy zdefiniowane przez użytkownika. Agenci ci podsumowują wyniki i proponują kolejne kroki. W tym modelu wyszukiwarka nie odpowiada już tylko na pytania – stale obserwuje.

Jeszcze bardziej konkretne funkcje ilustrują tę zmianę. Tego lata użytkownicy w Stanach Zjednoczonych uzyskają dostęp do „rezerwacji agentowej”: Wyszukiwarka automatycznie sprawdzi dostępność i ceny, a następnie zasugeruje dokonanie rezerwacji. W niektórych kategoriach – takich jak usługi kosmetyczne, opieka nad zwierzętami i naprawy domowe – Google jest również skłonny wykonywać połączenia telefoniczne z lokalnymi firmami w imieniu użytkownika. Nie chodzi już o wyszukiwanie informacji. Chodzi o wykonywanie zadań.
OpenAI Operator i Perplexity Assistant zmierzają w tym samym kierunku – umożliwiając agentom wykonywanie rzeczywistych zadań internetowych. Google ma jednak przewagę strukturalną: miliardy zapytań dziennie zapewniają skalę danych behawioralnych, z którymi niewielu konkurentów może się równać. Kluczową kwestią nie jest już to, kto pojawi się pierwszy, ale to, czyj agent będzie działał lepiej w praktyce.

Generative UI – dynamiczne interfejsy generowane na żądanie w wynikach wyszukiwania – mogą być postrzegane jako logiczne rozszerzenie Featured Snippets i Google Cards. Zamiast statycznego bloku odpowiedzi, wyszukiwarka może teraz wygenerować interaktywną tabelę, symulację, a nawet mini-aplikację za pośrednictwem platformy Antigravity.
Zmiana ta ma bezpośrednie implikacje dla ekosystemu SEO: jeśli wyszukiwarka sama tworzy użyteczne narzędzia i interfejsy, zachęta do kliknięcia na stronę dewelopera jest znacznie zmniejszona.
Przeczytaj również: Skandal z Notepad ++ dla komputerów Mac: Istota konfliktu w szczegółach
Uniwersalny koszyk: krok Google w stronę Amazona
Universal Cart to ujednolicony koszyk na zakupy, który działa w Gemini, YouTube, Gmailu i wyszukiwarce. Jest to prawdopodobnie jedno z najbardziej znaczących komercyjnie ogłoszeń konferencji, nawet jeśli otrzymało mniej uwagi mediów, niż prawdopodobnie zasługuje.
Koncepcja jest prosta: Google chce stać się nie tylko miejscem, w którym użytkownicy odkrywają produkty, ale także miejscem, w którym dokonują zakupów. Koszyk jest zintegrowany z całym ekosystemem Google. Śledzi promocje, porównuje ceny w czasie rzeczywistym, analizuje dostępność zapasów i – co najważniejsze – sprawdza kompatybilność techniczną. Na przykład, jeśli użytkownik składa komputer i dodaje niekompatybilną kartę graficzną, system może wykryć problem i zasugerować alternatywy.

Jest to bezpośrednie wyzwanie dla Amazon, gdzie podobna funkcja byłaby uważana za funkcję premium, oraz dla Shopify, którego model opiera się na niezależności witryn sklepowych sprzedawców. Zakupy Google istnieją od lat, ale w dużej mierze funkcjonowały jako brama do zewnętrznych stron internetowych. Universal Cart reprezentuje natomiast w pełni zintegrowaną warstwę handlową z kompleksowym przepływem zakupów.
Biorąc pod uwagę zasięg YouTube – gdzie reklamy produktów już okazały się bardzo skuteczne – i Gmaila – gdzie potwierdzenia zamówień już naturalnie się gromadzą – potencjalna skala tego systemu jest znaczna.
Przeczytaj również: Koniec ery „ciała i kości”: 9 obszarów, w których roboty przewyższą ludzi już jutro
Głos zamiast przycisków: Nowy paradygmat pracy z dokumentami
Gmail Live, Docs Live i Keep Live mają wspólną ideę: język naturalny jako podstawowy interfejs do interakcji z narzędziami zwiększającymi produktywność. Google systematycznie dekonstruuje tradycyjny przepływ pracy „znajdź → kliknij → wpisz” i zastępuje go modelem „powiedz → odbierz”.

Gmail Live pozwala użytkownikom zadawać pytania głosowe dotyczące zawartości ich skrzynki odbiorczej, takie jak „Jaki jest mój numer bramki pokładowej?” lub „Co szkoła Oleksii napisała w tym tygodniu?”. Zamiast ręcznie przeszukiwać wiadomości e-mail, system zapewnia bezpośrednie odpowiedzi.
Docs Live przekształca interakcje głosowe w ustrukturyzowane wersje robocze dokumentów, pobierając informacje kontekstowe z Gmaila, Dysku i czatów. Keep przekształca luźno mówione dane wejściowe w uporządkowane listy i notatki. Równie istotnym dodatkiem jest nowa warstwa zarządzania skrzynką odbiorczą Gmaila oparta na sztucznej inteligencji, która obsługuje przychodzące wiadomości, generuje spersonalizowane wersje robocze odpowiedzi i pobiera powiązane pliki w Dokumentach, Arkuszach i Prezentacjach. Przenosi to system poza asystenta, który pomaga pisać treści, do agenta, który skutecznie zarządza pocztą e-mail w imieniu użytkownika.

Daily Brief dopełnia całości. Spersonalizowany codzienny przegląd oparty na Gmailu, Kalendarzu i Zadaniach oznacza, że użytkownicy mogą rozpocząć poranek bez otwierania żadnej aplikacji. Zamiast tego otrzymaliby mówioną odprawę, taką jak: „Masz spotkanie o 10:00, musisz odpowiedzieć na Mykhailo do 15:00, twój termin projektu jest jutro, a twój lot został przełożony”. W tym ujęciu Google wyraźnie zmierza w kierunku pozycjonowania się jako osobista sekretarka i podejmuje konkretne kroki, aby wspierać tę rolę.
Jednocześnie pytania dotyczące dostępności pozostają otwarte. Interfejsy głosowe mogą być skuteczne dla wielu użytkowników, ale wprowadzają również ograniczenia – dla osób z zaburzeniami mowy, w sytuacjach, w których mówienie na głos jest niepraktyczne w miejscach publicznych, a także dla użytkowników, których akcenty lub wzorce mowy znacznie różnią się od danych szkoleniowych. To, jak konsekwentnie systemy te działają poza standardowymi kontekstami użycia języka angielskiego w USA, pozostaje nierozwiązaną kwestią, którą Google nie w pełni się zajął.
Przeczytaj także: Komputery w kosmosie: Ograniczenia jako zaleta
„Zapytaj YouTube”: Przeszukuj treści wideo
YouTube – platforma z ponad dwoma miliardami aktywnych użytkowników miesięcznie – wprowadziła własną warstwę wyszukiwania konwersacyjnego. Ask YouTube pozwala użytkownikom zadawać pytania w języku naturalnym. System pobiera odpowiednie treści z całego katalogu wideo – od wielogodzinnych wykładów po krótkie filmy – i konstruuje ustrukturyzowaną odpowiedź, z opcją kontynuowania interakcji w formie dialogu.

YouTube stał się największą na świecie biblioteką treści edukacyjnych, ale jego wewnętrzne wyszukiwanie pozostaje stosunkowo prymitywne. Niezależnie od tego, czy próbujesz naprawić konkretny błąd Pythona, czy znaleźć porady dotyczące uspokajania dziecka, które nie może spać, zlokalizowanie odpowiedniego filmu wśród milionów zawsze było niepewnym procesem. Zapytaj YouTube przekształca ten rozdrobniony ekosystem w ustrukturyzowaną bazę wiedzy.
Równolegle Gemini Omni jest zintegrowane z Shorts Remix i YouTube Create, umożliwiając użytkownikom „wstawianie się” do filmów innych twórców lub znaczną zmianę stylu wizualnego istniejących treści. Twórcy mają możliwość wyłączenia remiksowania swoich filmów, a wszystkie treści generowane przez sztuczną inteligencję będą oznaczone etykietą AI. Jednak w praktyce, gdy takie narzędzia staną się powszechnie stosowane, rozróżnienie między „prawdziwym” materiałem filmowym a treściami zremiksowanymi przez sztuczną inteligencję będzie prawdopodobnie coraz trudniejsze do rozpoznania dla przeciętnego widza.
Przeczytaj również: Co dzieje się z mózgami astronautów w kosmosie?
Android XR: Google powraca do inteligentnych okularów
Jedenaście lat temu Google Glass poniosło porażkę – głośno, publicznie i boleśnie. Firma wyciągnęła wnioski z tego doświadczenia i przez prawie dekadę w dużej mierze unikała konsumenckich urządzeń do noszenia. Google I/O 2026 oznacza powrót do tej kategorii, ale w zupełnie innej formie.
Android XR to nowa platforma dla „inteligentnych okularów”, opracowana w ramach trójstronnego partnerstwa: Google zapewnia warstwę oprogramowania i możliwości AI, Samsung zajmuje się produkcją sprzętu, a Qualcomm dostarcza chipsety. Zewnętrzne obowiązki projektowe są dzielone z Gentle Monster i Warby Parker, dwiema markami o ugruntowanej pozycji w dziedzinie okularów i mody. Pierwsze modele skoncentrowane na dźwięku spodziewane są jesienią 2026 roku.

Kluczową różnicą w porównaniu do Google Glass jest to, że nowe okulary nie próbują stać się zamiennikiem smartfona noszonym na twarzy. Zamiast tego zostały zaprojektowane jako uzupełnienie smartfona – i co ważne, zapowiedziano, że będą kompatybilne zarówno z iPhone’ami, jak i urządzeniami z Androidem.
Oznacza to celowe rozluźnienie blokady ekosystemu na rzecz szerszej adopcji. Wydaje się, że Google zinternalizowało kluczową lekcję z ery Glass: urządzenie, które wymaga pełnego zaangażowania w jeden ekosystem, ma znacznie węższe możliwości rynkowe.
Na horyzoncie pojawiają się również bardziej funkcjonalne urządzenia XR z prawdziwymi wyświetlaczami. Jednak rynek jest już zatłoczony: inteligentne okulary Meta Ray-Ban już sprzedają się na dużą skalę, Apple Vision Pro tworzy niszę premium, a startupy takie jak Brilliant Labs naciskają z dolnego końca rynku.
Android XR będzie musiał zrobić coś więcej niż tylko wejść do kategorii – będzie musiał oferować możliwości, które nie są jeszcze dostępne u konkurencji. Na tym etapie jego głównym wyróżnikiem wydaje się być głęboka integracja z Gemini i szerszym ekosystemem usług Google. Czy to wystarczy, okaże się jesienią.
Przeczytaj również: John Ternus: Inżynier, na którego Apple czekało przez ćwierć wieku
SynthID, C2PA i kwestia weryfikacji w erze treści syntetycznych
Google nie ignoruje ryzyka związanego z coraz potężniejszymi narzędziami do generowania treści. SynthID – technologia znakowania wodnego AI – jest obecnie rozszerzana na Search, Gemini, Chrome, urządzenia Pixel i Google Cloud. Równolegle firma wdraża obsługę standardu C2PA (Content Credentials), który umożliwia śledzenie pochodzenia pliku i historii jego edycji.

Są to ważne kroki. Istnieje jednak znaczna rozbieżność między intencją a rzeczywistą odpornością. SynthID pozostaje skuteczny tak długo, jak zawartość nie jest poddawana konwersji formatu, ponownemu kodowaniu lub celowemu usuwaniu metadanych. C2PA z kolei wymaga kompleksowego przyjęcia w całym potoku – od urządzeń przechwytujących po platformy publikacyjne – co wciąż jest rzadkością w praktyce. Weryfikacja treści generowanych przez sztuczną inteligencję w coraz większym stopniu staje się wyścigiem zbrojeń, w którym każdy mechanizm obronny ostatecznie napotyka metody obejścia.
Co ważniejsze, Google przyjmuje podwójną rolę: jest jednocześnie jednym z największych producentów syntetycznych treści (za pośrednictwem narzędzi takich jak Omni, Imagen i Gemini) i kluczowym architektem systemów zaprojektowanych do weryfikacji tych samych treści. Stwarza to nieodłączne napięcie motywacyjne, które jest trudne do rozwiązania w ramach jednej organizacji. Wiarygodna weryfikacja mediów syntetycznych prawdopodobnie wymaga niezależnych standardów i struktur audytu stron trzecich.
Przeczytaj również: Sieci kwantowe jako alternatywa dla klasycznego Internetu: Czego się spodziewać
Google nie jest już wyszukiwarką – a to zmienia wszystko
Google I/O 2026 oznacza transformację, która rozwijała się od lat, ale dopiero teraz w pełni nabrała kształtu. Firma ewoluuje z wyszukiwarki w inteligentnego agenta osadzonego w niemal każdym aspekcie cyfrowego życia.
Gemini Spark monitoruje finanse i pocztę e-mail w tle. Wyszukiwarka może kontaktować się z lokalnymi firmami w imieniu użytkownika. Omni generuje i edytuje treści wideo. Docs Live tworzy dokumenty. Universal Cart zarządza zakupami, śledząc ceny w czasie rzeczywistym. Daily Brief podsumowuje dzień użytkownika, zanim jeszcze otworzy aplikację.
Stanowi to duży skok technologiczny, ale także szersze wyzwanie społeczne, które wymaga poważnej dyskusji. Jaki stopień delegacji jest odpowiedni? Gdzie jest granica między wygodą a zależnością? Kto ponosi odpowiedzialność, gdy agent popełni błąd – wyśle niewłaściwą wiadomość e-mail, zarezerwuje niewłaściwy hotel lub usunie niewłaściwy plik? I jak wygląda konkurencja w świecie, w którym Google działa jednocześnie jako wyszukiwarka, klient poczty e-mail, platforma handlowa, generator treści i agent działający w tle?

Google pokazuje, jak może wyglądać przyszłość. Firma buduje ją szybko, z solidnym wykonaniem technicznym i jasnym zrozumieniem potrzeb użytkowników. Ale przyszłość, którą buduje, to taka, w której jedna firma wie więcej o jednostce niż w jakimkolwiek momencie w historii.
To, czy jest to przyszłość, której chcemy – i kto może o niej decydować w naszym imieniu – pozostaje kwestią otwartą. I to jest prawdopodobnie najważniejsza zapowiedź Google I/O 2026.
Przeczytaj również:
- Poród w kosmosie: Science Fiction czy biologiczna katastrofa?
- Algorytm bez strachu i wątpliwości: Dlaczego sztucznej inteligencji nie można ufać w kwestii wojny
- JProjekt Silica wyjaśniony: Spojrzenie na „cyfrową nieśmiertelność”
- Baterie krzemowo-węglowe (Si-C): Przegląd nowego trendu na rynku smartfonów
