W Internecie wybuchł skandal związany z Notepad++ dla macOS. Sytuacja wykroczyła poza zwykłą dyskusję techniczną i przekształciła się w pełnoprawny konflikt z konsekwencjami dla reputacji. Przyjrzyjmy się więc, co dokładnie się stało, skąd wzięło się napięcie i jakie argumenty padają po obu stronach. Początkowo chciałem nawet zatytułować ten artykuł „Jak jeden nowojorski programista wkurzył całą społeczność open source – i dlaczego ta historia dotyczy każdego z nas”. Zdecydowałem jednak, że obie strony tego konfliktu powinny mieć coś do powiedzenia.
Wyobraź sobie, że kochasz pewne narzędzie od dwudziestu lat. Jest darmowe, niezawodne, nie nęka cię reklamami i wykonuje swoją pracę lepiej niż jakikolwiek analog. Jest tylko jeden problem: nie działa na twoim komputerze. Nigdy nie działała. A twórca wyraźnie powiedział, że nigdy nie będzie.

A potem pewnego ranka wpisujesz nazwę tego narzędzia w wyszukiwarkę i znajdujesz stronę internetową ze znajomym logo, znajomą nazwą i podpisem: „Wreszcie dostępne dla Twojego systemu”. Radość? Tak. Ale nie na długo.
Dokładnie to stało się tej wiosny z tysiącami użytkowników komputerów Mac na całym świecie, gdy zobaczyli, że wreszcie mogą zainstalować Notepad++ na swoim Macu. I ten pozornie czysto techniczny spór przerodził się w jedną z najgłośniejszych dyskusji w świecie oprogramowania. Mianowicie o tym, gdzie kończy się prawo do zrobienia czegoś, a zaczyna obowiązek zapytania o pozwolenie.
To też jest ciekawe: Koniec ery „ciała i kości”: 9 obszarów, w których roboty przewyższą ludzi już jutro
TREŚĆ ARTYKUŁU:
Czym jest Notepad++ i dlaczego jest tak wyjątkowy?
Dla tych, którzy są daleko od programowania, wyjaśnię to w prosty sposób: Notepad++ to edytor tekstu dla systemu Windows. Ale nie tylko „notatnik”. Jest to rodzaj szwajcarskiego scyzoryka do pracy z tekstem i kodem. Podkreśla składnię dziesiątek języków programowania, numeruje linie, obsługuje setki wtyczek i natychmiast otwiera pliki o dowolnym rozmiarze. I jest całkowicie darmowy, bez reklam, bez subskrypcji, bez „dostępu premium”.
Został wynaleziony przez Dona Ho w 2003 roku. W rzeczywistości wymyślił ją z czystej frustracji. Pracował wtedy jako programista i musiał używać strasznie powolnego edytora. Zaproponował kierownictwu alternatywę, ale został odrzucony. Napisał więc własny edytor w wolnym czasie i udostępnił go publicznie. Tak narodził się Notepad++.

Od tego czasu został pobrany ponad 28 milionów razy z jednego tylko zasobu, i to jeszcze zanim przeniósł się do GitHub. Dziś trudno wyobrazić sobie programistę Windows, który przynajmniej raz nie miał go na swoim komputerze. To nie tylko narzędzie – to legenda.
A oto haczyk: przez ponad dwadzieścia lat Notepad++ istniał wyłącznie dla systemu Windows. Nigdy na komputerach PC i laptopach z systemem MacOS. Don Ho rozważał kiedyś taką możliwość, zastanowił się i świadomie odmówił. Jego decyzja, jego prawo.
Użytkownicy Maców mogli tylko zazdrościć.
Również interesujące: Windows 11 i „Plan K2”: Jak Microsoft próbuje naprawić to, co zepsuł
Bohater czy gwałciciel? Pojawia się Andrey Letov
W marcu 2025 r. nowojorski programista Andrey Letov postanowił położyć kres „20-letniej luce”. Tak opisał brak Notepad++ na Maca na swojej stronie internetowej.

Jego cel był szlachetny: dać użytkownikom Apple to, na co czekali. Napisał prawdziwy natywny port – aplikację, która działa natywnie na komputerach Mac, bez żadnych kul czy emulatorów. W normalnych okolicznościach takie zadanie wymagałoby całego zespołu programistów i lat pracy. Ale Letov zrobił to sam i to w kilka miesięcy. A wszystko dzięki narzędziom sztucznej inteligencji, które pomogły mu napisać kod. Szczerze mówiąc, jest to imponujące.
Problemem nie było to, co zrobił. Problemem był sposób, w jaki to zaprezentował.
Jego strona otwierała się nagłówkiem: „Notepad++ jest już dostępny na macOS”. Widniało na niej oryginalne logo kameleona, które od dawna jest symbolem programu. Była tam też nazwa Notepad++. A najbardziej wymowne było to, że sam Don Ho pojawił się na stronie autorów obok Letova, jakby był w jakiś sposób zaangażowany w ten projekt.
Aby zrozumieć, że była to nieoficjalna wersja, musiałeś uważnie przeczytać drobny druk. Większość ludzi, którzy wygooglowali „Notepad++ Mac” tego nie zrobiła.
To również interesujące: Komputery w kosmosie: Ograniczenia jako zaleta
„Nie, nie i jeszcze raz nie” – mówi Don Ho
Reakcja twórcy oryginalnego programu była szybka i jednoznaczna:
„To jest nieautoryzowane, niezatwierdzone i w żaden sposób niezwiązane z oficjalną wersją Notepad++ ” – napisał publicznie Ho. „Jest to mylące, niewłaściwe i szczerze mówiąc lekceważące zarówno dla projektu, jak i jego użytkowników”.
W osobistym liście do Letova, który Ho opublikował później w domenie publicznej, wyjaśnił problem bardziej szczegółowo. „Podsumowując: osoba widzi znajome logo, znajomą nazwę, znajome nazwisko twórcy i nie ma powodu, by myśleć, że nie jest to oficjalny produkt. Pobiera go, instaluje i ufa mu.

Zastanów się teraz: co by było, gdyby jutro ktoś osadził złośliwe oprogramowanie w tym nieoficjalnym „Notepad++ for Mac”? Albo po prostu zrobił coś złego i program zaczął uszkadzać pliki? Użytkownicy obwinialiby…. Notepad++. Mam na myśli Dona Ho. Jego reputację. Jego dwadzieścia lat pracy.
To nie jest paranoja – to realne ryzyko, a Ho miał pełne prawo je wyrazić.
„Ale ja chciałem dobrze!” broni się Letov
Letov nie milczał. Zabrał głos w publicznej dyskusji na GitHub i wyjaśnił swoje stanowisko: chciał tylko wypełnić lukę, pomóc ludziom i „rozszerzyć markę” Notepad++. Nie miał zamiaru nikogo wprowadzać w błąd.
I najwyraźniej naprawdę tego nie zrobił. Ważne jest, aby to rozpoznać.

Odpowiedź Ho była jednak trafna: „Niewielka liczba użytkowników uważnie przeczyta stronę internetową i zrozumie sytuację. Większość po prostu pobierze i użyje produktu bez czytania wyjaśnień i założy, że jest to oficjalna wersja”.
Letov poprosił o kilka tygodni na rebranding. Ho odmówił, ponieważ nie mógł pozwolić na kontynuowanie naruszenia, dopóki ktoś nie zadał sobie trudu zmiany nazwy. Złożył skargę o naruszenie znaku towarowego przeciwko Cloudflare, usłudze w chmurze, która hostowała witrynę Letova.
Następnie sprawa została szybko rozwiązana.
Również interesujące: Co dzieje się z mózgami astronautów w kosmosie?
Kameleon jest gorszy od żaby
Letov ogłosił całkowity rebranding. Program nazywa się teraz Nextpad++ for Mac. Strona internetowa została przeniesiona na nextpad.org. Kameleon zrezygnował i został zastąpiony przez żabę.

Począwszy od wersji 1.0.6, nie ma śladu Notepad++ w nazwie lub brandingu. Konflikt został formalnie rozwiązany. Pozostaje jednak pytanie, które nie zniknęło: czy ktoś w ogóle ma prawo to robić, nawet jeśli zmieni nazwę?
Również interesujące: Cyfrowy detoks w 2026 roku: Dlaczego offline staje się nowym luksusem
Licencja open source: nie jest tym, czym się wydaje
Warto zatrzymać się tutaj, aby wyjaśnić jedną ważną rzecz, co do której wiele osób jest zdezorientowanych. Notepad++ jest rozpowszechniany na licencji GPL. Oznacza to, że każdy może pobrać jego kod źródłowy, zmodyfikować go i stworzyć własny program. O to właśnie chodzi w open source. To nie jest kradzież – to dobry pomysł.
Ale licencja GPL reguluje prawa do kodu. Nie do marki.

Nazwa „Notepad++” i logo kameleona są znakami towarowymi. Należą one do Don Ho. I tutaj obowiązują zupełnie inne prawa. Możesz wziąć kod i stworzyć własny edytor – proszę bardzo. Ale nie możesz nazwać go Notepad++. Nie możesz też używać oryginalnego logo. Nie możesz wymienić autora oryginału jako osoby związanej z twoim projektem bez jego zgody.
Licencja GPL i prawa do znaków towarowych to dwie różne przestrzenie prawne, które się nie pokrywają. Wielu entuzjastów open source nie rozumie tego lub zapomina o tym w ferworze inspiracji.
To również interesujące: XChat od Elona Muska: kompleksowa usługa szyfrowania wiadomości, która rzuca wyzwanie WhatsApp i Telegramowi
Sztuczna inteligencja jako katalizator
Nie można opowiedzieć tej historii bez wspomnienia o jeszcze jednym ważnym kontekście: nie wydarzyłaby się ona bez sztucznej inteligencji.
Letov otwarcie przyznał, że korzystał z tak zwanego „kodowania sieciowego”, czyli podejścia, w którym opisujesz zadanie w normalnym języku, a sztuczna inteligencja generuje kod. Zamiast pisać każdą linijkę ręcznie, nadajesz kierunek i powtarzasz, ulepszasz i poprawiasz to, co sugeruje maszyna.
Dzięki temu jeden programista zrobił w kilka miesięcy to, co wcześniej zajęłoby zespołowi lata. To naprawdę imponujące osiągnięcie.
Ale jest też minus. Sztuczna inteligencja radykalnie obniżyła próg wejścia w rozwój oprogramowania. Teraz prawie każdy może stworzyć złożony technicznie produkt. Nawet jeśli nigdy nie studiował niuansów prawnych dotyczących praw autorskich, znaków towarowych i norm zachowania w społeczności open source.
Możliwości techniczne wzrosły. Zrozumienie ograniczeń nie zawsze szło z nimi w parze.
Również interesujące: John Ternus: Inżynier, na którego Apple czekało przez ćwierć wieku
Ile warta jest ta historia?
Z pozoru jest to spór między dwoma programistami o nazwę i logo. Ale jeśli spojrzysz głębiej, rodzi to kilka ważnych pytań.
O szacunek dla autorów. Don Ho świadomie zdecydował się nie tworzyć wersji na Maca. To jego decyzja i nie wymaga wyjaśnień. Kiedy ktoś robi to „dla niego” i umieszcza jego nazwisko na produkcie, to nie jest pomoc. To ignorowanie woli danej osoby.
Co do dobrych intencji. Letov mógł mieć naprawdę dobre intencje. Ale dobre intencje nie negują prawdziwych konsekwencji. Tysiące ludzi mogło pobrać program, szczerze wierząc, że jest on oficjalny. Gdyby coś poszło nie tak, ucierpiałaby reputacja zupełnie innej osoby.

O nowych technologiach i starych obowiązkach. Sztuczna inteligencja dała Letovowi niezwykłą moc techniczną. Ale nie dała mu zrozumienia, gdzie kończą się jego prawa, a zaczynają prawa innych. To nie jest problem sztucznej inteligencji, to problem ludzki. Po prostu teraz objawia się szybciej i głośniej.
O zaufaniu. Open source opiera się na zaufaniu między deweloperami, między twórcami i użytkownikami. Kiedy to zaufanie zostanie złamane, nawet z najlepszych powodów, trudno jest je odbudować.
Również interesujące: Trump kontra Claude AI: Jak toczy się wojna o sztuczną inteligencję w USA
Kto wygrał?
Technicznie rzecz biorąc, Don Ho. Program został przemianowany, logo zmienione, a nazwa usunięta. Ale jest też inny rezultat: tysiące użytkowników komputerów Mac ma natywny edytor podobny do Notepad++, choć pod inną nazwą. Nextpad++ istnieje, rozwija się i najwyraźniej działa dobrze.
Pomimo skandalu Letov kontynuuje projekt. Jego osiągnięcia techniczne nie zniknęły.

Don Ho przypomniał całemu światu, że przez dwadzieścia dwa lata z rzędu to on decydował o losach swojego pomysłu. I nie zamierza oddać tego prawa nikomu. Nawet tym, którzy działali w dobrej wierze.
W tej historii nie chodzi o dobrych i złych. Chodzi o to, że w czasach, gdy technologia staje się coraz bardziej dostępna, znajomość granic jest równie ważna jak umiejętność ich przekraczania.
Przeczytaj także:
- Balkonowy system solarny, część 1: EcoFlow Stream Pro (Ultra) – mieszkaniowe rozwiązanie zapewniające niezależność energetyczną
- Balkonowy system solarny, część 2: Konfiguracja EcoFlow Stream, podstawowa konfiguracja, zasilanie rezerwowe i skalowalność
- Balkonowy system solarny, część 3: Wybór i instalacja paneli słonecznych. Panele elastyczne i sztywne – które są bardziej wydajne?
- Recenzja Xiaomi Watch 5: Wear OS i 6 dni pracy na baterii
