Mój werdykt po przetestowaniu wielu przeglądarek AI? Nadal nie ma nic lepszego niż stara dobra „głupia” przeglądarka.
Dla wyjaśnienia – nie chodzi tu o technologiczny sceptycyzm. Wręcz przeciwnie. Jestem jednym z tych użytkowników, których podręczniki nazywają early adopters. Moje zainteresowanie innowacjami jest dalekie od teoretycznego: używam gogli VR od 2014 roku, zainstalowałem inteligentne głośniki w każdym pokoju w moim mieszkaniu w 2016 roku, regularnie rozmawiam z różnymi modelami AI (nawet pod prysznicem) i kupiłem swoją pierwszą parę inteligentnych okularów na długo przed tym, jak stały się one głównym nurtem – w 2019 roku.

Innowacje technologiczne rzadko wywołują u mnie sceptycyzm – wręcz przeciwnie, zwykle chętnie je testuję, badając nowe przypadki użycia i oceniając potencjał rynkowy. Jednak mimo wszystko kategoria przeglądarek opartych na sztucznej inteligencji sprawia, że jestem ostrożny. W przeciwieństwie do innych obszarów, tutaj innowacje niekoniecznie przekładają się na lepsze wrażenia użytkownika. Być może problemem nie jest sama technologia, ale raczej to, że integracja sztucznej inteligencji w przeglądarkach wciąż wydaje się bardziej eksperymentalna niż praktyczna.
Przeczytaj również: Recenzja Comet AI Browser by Perplexity: Czy nadszedł czas na zmianę?
TREŚĆ ARTYKUŁU:
Czym dokładnie są przeglądarki ze sztuczną inteligencją?
Dia, Perplexity Comet i ChatGPT Atlas to trzy przykłady przeglądarek, które jeszcze kilka miesięcy temu nie istniały nawet jako koncepcje. Dziś są one pozycjonowane jako produkty nowej generacji – zbudowane od podstaw z myślą o głębokiej integracji sztucznej inteligencji. Ale to już nie tylko startupy eksperymentują – nawet giganci technologiczni aktywnie zastanawiają się nad samą ideą przeglądania sieci.

Wystarczy spojrzeć na ostatnie wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy:
- Google zintegrowało swojego asystenta Gemini z Chrome i testuje oddzielnego agenta AI pod kryptonimem Project Mariner, obecnie ograniczonego do użytkowników z USA.
- Opera wprowadziła we wrześniu Opera Neon – nową przeglądarkę zaprojektowaną od podstaw jako platforma do interakcji ze sztuczną inteligencją.
- TymczasemMicrosoft dodał tryb Copilot do Edge w sierpniu. Na razie obsługuje on zadania pomocnicze, ale stopniowo ewoluuje w kierunku pełnoprawnego osobistego agenta zdolnego do działania w imieniu użytkownika.
Wszystkie te inicjatywy mają wspólny cel – uczynienie sztucznej inteligencji stałym pośrednikiem między ludźmi a siecią. Nie chodzi tylko o to, by pomóc użytkownikom szybciej znajdować informacje, ale by umożliwić sztucznej inteligencji zrozumienie kontekstu przeglądania, przewidywanie potrzeb, a nawet wykonywanie działań w imieniu użytkownika.

Na przykład, gdy czytasz blog kulinarny, przeglądarka może automatycznie wygenerować listę zakupów w oparciu o przeglądany przepis. Lub, jeśli planujesz wakacje, może wyszukać najtańsze loty w preferowanych terminach, przejść do strony internetowej linii lotniczej, skorzystać z wbudowanej wyszukiwarki, a nawet wypełnić formularze rezerwacji – wszystko bez twojego bezpośredniego wkładu.
Koncepcyjnie wydaje się to kolejnym logicznym krokiem w ewolucji doświadczeń internetowych – przejście od aktywnego zaangażowania do delegowania zadań za pośrednictwem cyfrowych agentów. Jednak w praktyce istnieją co najmniej trzy powody, dla których nie jestem gotowy, aby w pełni zaakceptować ten ruch.
Przeczytaj również: Trzecia wojna przeglądarek: Czy już się rozpoczęła?
Agenci sztucznej inteligencji w przeglądarkach są strasznie powolni
Pierwszą testowaną przeze mnie przeglądarką opartą na sztucznej inteligencji była Perplexity Comet. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało obiecująco: wbudowany agent AI mógł faktycznie nawigować po stronach internetowych, otwierać strony, a nawet wykonywać proste czynności. Jednak w praktyce jego działanie przypominało oglądanie sieci w zwolnionym tempie – zadania, które zajęłyby mi 30 sekund, wymagały od AI od dwóch do pięciu minut.

Podobna historia miała miejsce w przypadku Opery Neon. Tuż przed premierą deweloperzy szczerze przyznali, że na razie ludzie są nadal znacznie szybsi. Ich deklarowanym celem jest jednak uczynienie przeglądarki AI dziesięciokrotnie szybszą w ciągu roku. Ambitne – ale na razie wciąż zbyt wolne, aby miało sens w rzeczywistym świecie.

W tym momencie po prostu nie widzę logiki w czekaniu pełnej minuty na coś, co mogę zrobić w kilka sekund. Oczywiście, niektórzy mogą argumentować: „Ale możesz zjeść obiad, podczas gdy przeglądarka zarezerwuje twój pokój hotelowy!”. Brzmi to wygodnie – ale w rzeczywistości jest to iluzja automatyzacji. I to prowadzi nas do kolejnej poważnej kwestii związanej z przeglądarkami AI: mogą one oszczędzać twoje kliknięcia, ale tak naprawdę nie oszczędzają twojego czasu.
Przeczytaj również: Sztuczna inteligencja w medycynie: Czy przyszłość już nadeszła?
Agenci AI nie są jeszcze wystarczająco niezawodni, by pozostawić ich samym sobie
Kiedy testowałem Comet i Operę Neon wkrótce po ich wydaniu, chciałem ocenić nie tylko szybkość, ale także funkcjonalną niezawodność ich wbudowanych agentów AI. Dałem przeglądarkom trzy proste, ale wymowne zadania:
„Znajdź najtańszy smartfon z 512 GB pamięci i dodaj go do koszyka ” – na Rozetce.
„Znajdź najtańsze wakacje dla dwojga w Karpatach i zarezerwuj je na wakacje ” – na Booking.com.
- „Znajdź artykuły napisane przez Yuriya Svitlyka 20 października ” – na root-nation.com.
Wyniki były zaskakujące. Perplexity Comet pomyślnie ukończył dwa z trzech zadań, wykazując pewną zdolność do rozumienia kontekstu i autonomicznego działania w środowisku internetowym.
Z drugiej strony Opera Neon nie wykonała poprawnie żadnego z zadań. Deweloperzy szybko zareagowali na moją opinię, poprosili o szczegółowe informacje i w ciągu kilku dni poinformowali, że wprowadzili poprawki w kodzie specjalnie dla tych przypadków użycia. Świadczy to o aktywnej fazie eksperymentalnej i szybkiej pętli sprzężenia zwrotnego, ale także podkreśla niestabilność systemu na podstawowym poziomie.
Problemem jest nie tylko szybkość – to także kwestia zaufania. Kiedy narzędzie ma bezpośredni dostęp do Twojej przeglądarki, formularzy, informacji o płatnościach i możliwości klikania przycisków w Twoim imieniu, każdy błąd zmienia się ze zwykłej wady technicznej w rzeczywiste ryzyko.

W tym momencie inteligencja tych agentów przypomina dziecko, które nauczyło się korzystać z myszy, ale nie rozumie jeszcze konsekwencji swoich działań. Dopóki ich autonomii nie będzie towarzyszyć wystarczająca dokładność, nie jestem skłonny powierzyć przeglądarce zadań związanych z płatnościami lub rezerwacjami. W końcu nikt nie chce skończyć z 256 dostarczonymi pizzami, ponieważ jego „inteligentna” przeglądarka zdecydowała, że była to najlepsza oferta dnia.
Przeczytaj również: Nowa supermoc OpenAI: Czym jest ChatGPT Agent
I wreszcie, bezpieczeństwo…
Nie będę długo rozwodził się nad zagrożeniami dla bezpieczeństwa przeglądarek AI – wystarczy, że zacytuję samych deweloperów.
W komunikacie prasowym ogłaszającym uruchomienie ChatGPT Atlas, zespół OpenAI wyraźnie przyznał, że istnieją poważne zagrożenia:
„Możliwości agenta ChatGPT nadal niosą ze sobą ryzyko. Oprócz potencjalnych błędów podczas wykonywania działań w Twoim imieniu, agenci są podatni na ukryte złośliwe instrukcje, które mogą być osadzone na przykład w witrynach internetowych lub wiadomościach e-mail, zmieniając oczekiwane zachowanie agenta. Może to prowadzić do kradzieży danych z witryn, w których jesteś już zalogowany, lub do działań, których nie zamierzałeś wykonać”.

Deweloperzy zauważają, że przeprowadzili już „tysiące godzin ukierunkowanych testów bezpieczeństwa”, ale przyznają, że nawet te wysiłki nie mogą w pełni zapobiec potencjalnym atakom, zwłaszcza że agenci AI stają się coraz bardziej rozpowszechnieni.
W praktyce jest to oficjalne przyznanie, że obecny poziom bezpieczeństwa w przeglądarkach AI pozostaje eksperymentalny. Z jednej strony firmy dążą do stworzenia wygodnego, autonomicznego narzędzia zdolnego do samodzielnej interakcji z siecią. Z drugiej strony, nawet twórcy tych systemów nie mogą zagwarantować, że agent nie stanie się wektorem złośliwej manipulacji lub przypadkowego wycieku danych.
Podczas swojej prezentacji OpenAI doradził użytkownikom, aby „rozważyli kompromisy i starannie zdecydowali, jakie informacje są skłonni powierzyć agentowi”. Innymi słowy, ryzyko ostatecznie spoczywa na użytkowniku.
Na tej podstawie wyciągnąłem wniosek, który na razie wydaje się najbardziej racjonalny: Minimalizuję ryzyko, tak jak zalecają programiści, i na razie wracam do mojej wypróbowanej i prawdziwej „głupiej” przeglądarki – jedynej, której nadal mogę zaufać bez polegania na skomplikowanych instrukcjach bezpieczeństwa.
Przeczytaj również:
