Root NationGryRecenzje gierRecenzja Splatoon Raiders – świeże spojrzenie na wyeksploatowany gatunek

Recenzja Splatoon Raiders – świeże spojrzenie na wyeksploatowany gatunek

Denis KoshelevDenis Koshelev

Marka Splatoon to zjawisko naprawdę wyjątkowe. Gra o chlupoczących ludziach-kałamarnicach, którzy między jedną a drugą strzelaniną z kolorowym atramentem urządzają sobie popowe koncerty, stała się największym osiągnięciem Nintendo w dość ponurym okresie Wii U. Rzadko która nowa marka odnosi taki sukces, a w rodzimej Japonii ten niby-shooter jest dziś jednym z najbardziej dochodowych IP ostatnich lat.

Dziś jednak nie będziemy rozprawiać o dobrze znanym obrazku: kałamarnicach malujących teren na różne kolory w sieciowych bitwach. Dziś czeka nas coś ciekawszego – pierwszy pełnoprawny spin-off. Nie żeby wcześniej nie było prób spojrzenia na markę czy popularne gatunki z innej strony. DLC do poprzednich odsłon oferowały zarówno rozbudowane tryby dla jednego gracza, jak i prawdziwe eksperymenty – chociażby próbę przełożenia serii na język roguelike’ów.

Splatoon Raiders

Jako fan serii zawsze byłem najedzony i zadowolony. Zadowolony jestem i teraz – Splatoon Raiders przerosła nie tylko moje oczekiwania, ale też, jak się okazuje, oczekiwania chyba wszystkich innych. Moi znajomi, którzy nigdy wcześniej nie tknęli serii, jak jeden mąż kupili ten spin-off. Sam jestem zaskoczony, jak do tego doszło. Splatoon Raiders to nie jest zwykły hit. To triumf. Ale co takiego w niej siedzi?

Prawdę mówiąc, nie ma tu co szukać jakiegoś objawienia. W dużej mierze to wciąż ten sam Splatoon, z tymi samymi kolorowymi potyczkami. Nie znajdziemy tu głębokiej fabuły (choć dialogów jest zaskakująco dużo – wszystkie „zagrane” charakterystycznym dla serii bulgoczącym bełkotem, jakby wszyscy byli pod wodą) ani jakichś fundamentalnie nowych mechanik. Wciąż strzelamy i malujemy teren, a za przeciwników służą Salmonidy, znane już z trybu Salmon Run.

Czytaj także: Recenzja Star Fox: zrób beczkę, znowu, ale pięknie

Splatoon Raiders

Co więc jest nowego? Przede wszystkim struktura. Fabularnie, razem z trójką z Deep Cut lądujemy na bezludnej wyspie, która dopiero co wynurzyła się spod wody. Na wyspie roi się od skarbów. I potworów, rzecz jasna. Żeby wygrać, trzeba wybić wszystkich. Klasyka. Splatoon zmienia się tu w pełnoprawną strzelankę, a wszelkie pozory pacyfizmu i pokojowego malowania asfaltu znikają bez śladu. Wcielamy się w bezwzględnych łowców skarbów, którym zupełnie nie robi różnicy, ilu – setki czy nawet tysiące – przeciwników padnie po drodze. To trochę kłóci się z ogólnym klimatem tych gier, ale nie ma co kopać zbyt głęboko. Wszyscy chyba zgadzamy się, że Salmonidy są nieprzyjemne i generalnie na pewno bardzo złe, więc nikt nie będzie za nimi tęsknić. To klasyczny, nintendowski konflikt, daleki od szczerej grozy tytułów o Yoshim, gdzie ten uroczy, z pozoru pozytywny dinozaur bez cienia wyrzutów sumienia pożera setki bezwolnych, pokojowo nastawionych mieszkańców, których jedyną winą było to, że znaleźli się na jego drodze. Takie już to Nintendo. Lepiej się nad tym zbytnio nie zastanawiać.

Splatoon Raiders

Po ukończeniu każdego poziomu trójka bohaterów oraz wy (protagonistę nazwano po prostu „Mechanikiem”) zgarniacie łupy. I tu już jasno widać, że mamy do czynienia z prawdziwym looter-shooterem – gatunkiem, którego szczerze mówiąc nie trawię. Ale to jednocześnie Splatoon, więc… grałem dalej. Z czasem znalazłem zastosowanie dla swoich skarbów: nowa broń i jej ulepszenia, craftowanie dwóch gadżetów pomocniczych (a ich wybór naprawdę robi wrażenie!), rozbudowa bazy, personalizacja postaci… krótko mówiąc, będzie czym się zająć. Nie chcę zarzucać was suchym wyliczaniem, ale warto zaznaczyć, że Raiders odnalazła balans, którego kompletnie brakuje na przykład Destiny – balans między świetną rozgrywką a przejrzystym, nienachalnym interfejsem. O ile do samego gameplayu od Bungie niewielu ma zastrzeżenia, o tyle ich podejście do UI za każdym razem sprawia, że sięgam po przycisk odinstalowania gry. Tutaj tego problemu nie ma: nikt nie zmusza was do spędzania zbyt wiele czasu w menu. Wszystkie ważniejsze ulepszenia można wykonać między wypadami tak, żeby wasi znajomi się nie znudzili.

Splatoon Raiders

Aha, no i tak – w Splatoon Raiders można grać z innymi! Do czterech znajomych może razem polować na biedne Salmonidy i dzielić się zdobytym łupem. To właśnie sekret sukcesu, ten tajny składnik, który zmienił nowość z kolejnego udanego eksperymentu w pełnoprawną, samodzielną grę, która z pewnością doczeka się własnych sequeli. A mówi to ktoś, kto zazwyczaj przewraca oczami na samą wzmiankę o trybie kooperacji. Tak się jednak złożyło, że niemal wszyscy moi internetowi znajomi obłowili się w tę grę. I niemal od razu, nawiasem mówiąc, przekonali się, że to wcale nie jest stereotypowo łatwiutka gra od wielkiego „N”, którą da się przejść jedną ręką. A i owszem, nawet na standardowym poziomie trudności widziałem całą galerię ekranów Game Over, a co dopiero mówić o wysokim poziomie, który sam wybrałem. Już na drugiej wyspie (właściwie pierwszej po wstępie) trafiałem na poziomy, które wystawiały moją cierpliwość na próbę jak żadna inna gra tej firmy od lat. Niektóre etapy kończyłem dopiero za dwudziestym podejściem, jeśli nie później. Pomagało to, że nie walczyłem sam.

Czytaj także: Recenzja Splatoon 3: Side Order – kolejny majstersztyk od Nintendo

Splatoon Raiders

Ale Raiders zdecydowanie podkręciła wszystko do maksimum – zarówno trudność, jak i oprawę wizualną. Bardzo często zdarza się, że na ekranie jest tylu wrogów, że w ogóle nie widzę własnej postaci. Mimo tego chaosu wydajność ani na moment nie siada. Twarde, żelazne 60 klatek na sekundę – jak należy. W efekcie dostajemy wciągającą, zwodniczo prostą grę, która niby korzysta ze wszystkich znanych chwytów, ale podaje je w zupełnie nowym sosie. Bij wrogów, zbieraj łup i zaczynaj od nowa. Idealne, żeby odreagować po ciężkim dniu.

Werdykt

Czym właściwie jest Splatoon Raiders? Wydawałoby się, że wszystko proste. Looter-shooter z kałamarnicami-mutantami. Jeśli lubicie serię, spodoba wam się i ta jej nowa odsłona. Jeśli serii nie lubicie, i tak spodoba wam się Raiders. A jeśli nie znosicie w ogóle tego gatunku… i tak wam się spodoba. Oczywiście trochę przesadzam, ale taki jest mój werdykt – właśnie tak trzeba robić spin-offy. Rozsądna cena, ciekawa koncepcja i rozgrywka dopracowywana latami. Polecana każdemu.

OCENY WEDŁUG SEKCJI
Презентация
9
Звук
9
Графика
8
Оптимизация
9
Нарратив
7
Геймплей
10
Что такое Splatoon Raiders? Да вроде всё просто. Лутер-шутер с мутантами-кальмарами. Если вам нравится серия, вам понравится и это новое её проявление. Если же вам не нравится серия, вам всё равно понравится Raiders. Если же вы и жанр этот не любите… вам всё равно понравится. Я, конечно, преувеличиваю, но таков мой вердикт – именно так надо делать спин-оффы. Разумная цена, интересный концепт и геймплей, отточенный годами. Рекомендуется всем.
Denis Koshelev
Denis Koshelev
Recenzent technologii, dziennikarz gier, entuzjasta Web 1.0. Od ponad dziesięciu lat piszę o technologii.
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Comments
Najnowsze
NajstarszeNajwięcej głosów
Что такое Splatoon Raiders? Да вроде всё просто. Лутер-шутер с мутантами-кальмарами. Если вам нравится серия, вам понравится и это новое её проявление. Если же вам не нравится серия, вам всё равно понравится Raiders. Если же вы и жанр этот не любите… вам всё равно понравится. Я, конечно, преувеличиваю, но таков мой вердикт – именно так надо делать спин-оффы. Разумная цена, интересный концепт и геймплей, отточенный годами. Рекомендуется всем.Recenzja Splatoon Raiders – świeże spojrzenie na wyeksploatowany gatunek