Root NationGryRecenzje gierRecenzja Borderlands 4 – jak za starych, dobrych czasów

Recenzja Borderlands 4 – jak za starych, dobrych czasów

-

Kilka lat temu wylewałem jad, omawiając Borderlands 3. No dobra – starałem się być uczciwy i bezstronny, ale byłem głęboko rozczarowany kierunkiem, w którym poszła ta seria. Uznałem, że takie gry powstają już nie dla mnie, tylko dla jakiejś innej publiki. Skreśliłem markę, odciąłem się od newsów i w zasadzie zapomniałem, czym Borderlands w ogóle jest.

Borderlands 4

W 2025 roku zignorowałem wszystkie zwiastuny, wideo i żenujące prezentacje „czwórki”. Nie byłem optymistą. Aż nadszedł dzień premiery. Byłem przygotowany na słowny ostrzał, miałem już w głowie cięte riposty i… zamiast tego wpadłem jak śliwka w kompot.

Rzadko mi się to zdarza. Nie jestem z tych, co łatwo „przepadają”, zwłaszcza gdy już w coś innego gram. Borderlands 4 planowałem przejść „do recenzji” i zbesztać. Tymczasem tydzień minął, a Death Stranding 2, które przecież mnie wciągnęło, leży nieodpalane. Każdą wolną chwilę spędzałem przy konsoli, odpalając Borderlands 4.

Przeczytaj także: Recenzja Donkey Kong Bananza – Król platformówek powraca

Borderlands 4

Wejść w świat Borderlands 4 to jak spotkać dawnego przyjaciela i przypomnieć sobie, jak fajnie się z nim gadało. Zapomniałem, co tak naprawdę mnie w tej serii kręciło poza charakterystycznym stylem – a tu nagle poczułem się, jakbym znów grał w „dwójkę”.

Narrative Director Sam Winkler zapowiadał, że odetnie się od memicznego humoru poprzedniej części i żadnych „skibidi-toalet” już nie będzie. Słowa dotrzymał. Seria przypomniała sobie, od czego zaczynała. Owszem, żarty i absurdalne postacie wciąż są, ale w głębi to marka, która potrafi opowiedzieć historię. Trochę jak w Far Cry – kluczowa jest postać głównego złego. Handsome Jack w „dwójce” był nie mniej kultowy niż Vaas z Far Cry 3 i od tamtej pory Gearbox desperacko szukał nowej gwiazdy. Czy się udało? Nie do końca. Ale najważniejsze, że poza gagami jest tu fabuła z bohaterami, którzy mają prawdziwe emocje. To znów świat krwi, przemocy i brutalności, w którym humor przeplata się z mroczną rzeczywistością. To ten Borderlands, który pamiętacie. Może mniej ponury niż „jedynka” i mniej śmieszny niż „dwójka”, ale przynajmniej przestałem łapać się za głowę przy każdym dowcipie.

Przeczytaj także: Recenzja Drag x Drive: genialny pomysł, ale niewiele więcej

Borderlands 4

Formuła została ta sama, ale jest dynamiczniej, żywiej i nowocześniej. Najbardziej odczuwalna zmiana to system poruszania się: podwójne skoki, szybowanie, hak z liną – i prawie całkowity brak ekranów ładowania. W praktyce nie zmienia to gry w fundamentach, ale czemu nie?

Ciekawsza jest nowa, modułowa mechanika Licensed Parts, pozwalająca łączyć części od różnych producentów i budować własne bronie. To faktycznie zmienia zasady gry.

Borderlands 4

Pod względem gameplayu mamy do czynienia z najbardziej dopracowaną, nowoczesną i satysfakcjonującą odsłoną serii. To w sumie nie zaskakuje – nawet krytykowana „trójka” miała świetny gunplay. Teraz dopracowano też całą resztę. To nadal nie gra o głębokiej historii, lecz kapitalny sposób na wyłączenie mózgu i cieszenie się kolorową, nieustającą rozwałką.

Graficznie nie ma się nad czym rozwodzić: Borderlands wygląda tak, jak zawsze. Nie ma efektu „wow”, ale ważne, że konsole trzymają stabilne 60 fps nawet w trudnych momentach. Jest tylko jedno „ale”: po kilku godzinach warto zrobić restart, bo optymalizacja nadal bywa problematyczna. Trafiają się też bugi – u mnie nie zadziałał jeden z kontraktów i musiałem go anulować.

Borderlands 4

Werdykt

Borderlands 4 to growe comfort food – i często biorę dokładkę. Humor słabszy, historia przyzwoita, choć pewnie nie zapadnie w pamięć. Ale gameplay? Na najwyższym poziomie.

OCENY WEDŁUG SEKCJI
Prezentacja
8
Dźwięk
8
Grafika
8
Optymalizacja [Series X]
7
Narracja
7
Rozgrywka
10
Borderlands 4 to growe comfort food – i często biorę dokładkę. Humor słabszy, historia przyzwoita, choć pewnie nie zapadnie w pamięć. Ale gameplay? Na najwyższym poziomie.
Denis Koshelev
Denis Koshelev
Recenzent technologii, dziennikarz gier, entuzjasta Web 1.0. Od ponad dziesięciu lat piszę o technologii.
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Comments
Najnowsze
NajstarszeNajwięcej głosów
Borderlands 4 to growe comfort food – i często biorę dokładkę. Humor słabszy, historia przyzwoita, choć pewnie nie zapadnie w pamięć. Ale gameplay? Na najwyższym poziomie.Recenzja Borderlands 4 – jak za starych, dobrych czasów